Czerwcowy warzywnik

Ten wpis mam jestem sobie winna od dawna. Niestety, jak to zwykle bywa, im bardziej chciałabym coś napisać, tym mniej mam na to czasu. Albo pogoda jest tak ładna, że szkoda mi każdej chwili, którą mogłabym spędzić w ogrodzie, albo akurat wykorzystuję deszczowy dzień na przygotowania do wizyty znajomych, a weekend spędzam w ich towarzystwie.

Maj nas rozpieścił cudną pogodą, więc deszcz i chłodne dni w czerwcu rozczarowują. O ile chłód, szczególnie od kilku dni może psuć nastrój, to deszcz sprawia, że wszystko rośnie jak na drożdżach i wkrótce zacznie się prawdziwie letnia eksplozja owocowo-warzywna. Od początku czerwca owocują coraz śmielej truskawki i poziomki, ale w ostatnich dniach kolorów nabierają również porzeczki i agrest. Czereśnie również nabierają rumieńców. Dzisiaj zjadłam pierwsze, jeszcze nieco twarde i niezbyt słodkie owoce. O ile ja czekam na parę promieni słońca, które ogrzeje i osłodzi owoce, to ptakom posilającym się na czereśniowej stołówce nie przeszkadza, to że owoce nie zdążyły jeszcze dobrze dojrzeć i wyjadają co czerwieńsze czereśnie z najwyższych gałęzi.

01

 

02

Tak apetycznie wyglądają moje poziomki. Codziennie oskubujemy je przy okazji wizyt w ogrodzie.

W tym roku już na początku lipca zacznie się sezon na porzeczki. Jak co roku będę się nimi objadać do granic możliwości, a to czego nie zjemy prosto z krzaczków uzupełni zapasy dżemów i soków na zimę.

Te zielone jeszcze owoce to zdjęcie z pierwszej połowy czerwca. W tej chwili czerwona porzeczka zaczęła się różowić, czarna jest coraz ciemniejsza, a biała zmienia barwę z zielonej na żółtą. Również agrest zaczął się czerwienić.

012

Od maja coś zjadało krzewy czerwonej porzeczki oraz agrestu. Długo nie mogłam zlokalizować sprawców gołożerów, aż w końcu na agreście udało mi się dostrzec zielone gąsienniczki objadające liście. To prawdopodobnie brzęczak porzeczkowy i/lub piłecznica agrestowa. Cokolwiek by to było jest bardzo łakome i doprowadziło do niemal całkowitego objedzenia młodych pędów porzeczki, dolnych pędów agrestu oraz prawdopodobnie zjadło kiełkującą w pobliżu fasolkę oraz młode siewki cukinii nie pozostawiając po nich śladu. Ponieważ łakomstwo pasażerów na gapę było już zbyt duże, a moja cierpliwość coraz mniejsza rozprawiłam się z nimi radykalnie przygotowując w małym opryskiwaczu roztwór preparatu Karate Zeon. Terapia szokowa okazała się dość skuteczna, ponieważ następnego dnia na ziemi leżało sporo martwych łakomczuchów. Karate to preparat kontaktowy o okresie karencji od tygodnia do dwóch, więc zastosowany odpowiednio wcześnie zdąży zadziałać, a następnie zostanie zmyty w krzewów zanim rozpocznie się zbiór owoców. W przypadku moich krzewów zastosowałam go tylko na dolne, zaatakowane pędy, omijając te, na których są owoce.

013

Całe szczęście mszyca jest łatwiejsza w unicestwianiu i agricolle, pokrzywa lub cola z mydłem potasowym rozwiązują problem w miejscach, gdzie się pojawia. Ostatnio zaatakowała wierzchołki bobu. Ponieważ były to pędy, które i tak nie będą kwitły, to postanowiłam, że najsensowniej będzie je ogłowić. Ostrym sekatorem do przyrostów obcięłam wierzchołki oraz pojedyncze zaatakowane mszycą liście. Po tym zabiegu jedynie na kilku egzemplarzach pozostała mszyca, która zdążyła się już rozprzestrzenić. Potraktowałam ją colą z dodatkiem mydła potasowego.

To mój kwitnący jeszcze bób w pierwszym tygodniu czerwca. W tej chwili ma już całkiem spore strąki i nawet się nie obejrzę, a będę się nim zajadała.

015

 

 

W warzywniku na początku miesiąca królowały sałaty i rzodkiewka. Wysiewane partiami buraczki i marchewka były na różnych etapach wzrostu lub kiełkowania. Ostatnie rządki marchwi na zbiór zimowy posiałyśmy parę dni temu. Najwcześniejsza wysiana na przełomie marca i kwietnia ma już pogrubione korzonki i sądzę, że w pierwszej połowie lipca będziemy ją jeść.

Tak to wyglądało 7 czerwca:

010 7.06

09

014

 

Często bywa tak, że wschodzi nam tylko część wysianej pietruszki. Nie wiem czym jest spowodowana ta kapryśna natura pietruszki, ale pewnie każdy miał kiedyś taką sytuację. By wypełnić puste miejsca lub po prostu mieć silne siewki wysiewamy trochę pietruszki w szklarni. Moja mama po prostu rzuca garść nasion i czeka aż coś z nich wyrośnie. W tym roku popikowałyśmy sporo ponad setkę takich pietruszek z rozsady szklarniowej.

08

 

Jeśli o szklarni mowa, to oczywiście nie może zabraknąć pomidorów. Mam w niej w sumie kilkadziesiąt krzewów, do tego kilkanaście papryk i kilka ogórków uzupełniających rozsadę gruntową. Wśród pomidorów są oxheart typ bawole serce, malinowy ożarowski, malinowy warszawski, malinowy od wujka (który jak na zawodowego amatora przystało nie pamięta jaką odmianą wysiał), jeszcze trochę krzewów no name od innego wujka (wybitnie ogrodniczą mam rodzinę jak się okazuje 😉 ), krzaczek żółtych pomidorków od znajomej i kilka krzaczków koktajlówek. Pomiędzy nimi rośnie koper i resztki sałat. Nadmiarem swoich pomidorów obdarowałam znajomych.

Tak wyglądał ten radosny misz-masz przed podwiązaniem pomidorów, podczas którego ubyło trochę chwastów, pędów i tego, co zagajało już rozsadę.

07

06

05

04

03

 

Prawdopodobnie nie uniknę jednorazowego oprysku preparatem typu Topsin, ale póki co zapobiegawczo, w związku z częstym deszczem i dużą wilgotnością planuję opryskać pomidory miedzianem. Ciekawa jestem, czy taki oprysk zabezpieczy krzewy na tyle, by zbędne było wytoczenie cięższych dział w postaci preparatów przeciwko pleśni i zarazie ziemniaczanej.

 

Kilka krzewów pomidorów koktajlowych Koralik posadziłam w gruncie i w donicach. Ciekawa jestem jak będą owocowały w porównaniu do tych w szklarni.

A na koniec prawdopodobny urodzaj jabłek 🙂 Jupi 😀

011

 

Reklamy

3 thoughts on “Czerwcowy warzywnik

  1. pinaplesss 26 czerwca 2014 / 21:35

    Fajny pomysł z siewem pietruszki i późniejszym jej przepikowaniu, bo faktycznie ona jest kapryśna. W przyszłym roku spróbuję. U mnie wzeszła, ale tak długo to trwało, że podczas pielenia jej grządek, część pietruchy zniszczyłam, fajnie mieć zapas, żeby dosadzić.
    A z tymi zielonymi gąsieniczkami, to w tym roku plaga jakaś, wyjechałam na kilka dni, a obżarły mi agrest co do jednego liścia dosłownie! A jak z nim skończyły, to nie przeniosły się na sąsiednią porzeczkę, tylko na moją piękną kokoryczkę;(
    Zazdroszczę jabłek, ale pozytywnie, u mnie papierówki prawie gołe, widocznie przymrozki nie oszczędziły ich, pysznej ananasówki też, trochę zimówek będzie, ale ich zawsze dużo.
    Pozdrawiam:)

    • elfickizakatek 26 czerwca 2014 / 23:19

      Zima była ciepła i krótka, więc mamy w tym roku urodzaj wszelkiego robactwa, które nie zostało zdziesiątkowane przez mróz. U mnie dawno nie było tylu nieproszonych gości, co w tym roku.

  2. Tomasz 30 czerwca 2014 / 13:06

    Pogoda jakoś nie dopisuje, ale też liczę na niezły urodzaj. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s