Weekendowo, już sierpniowo

Nie byłoby tego wpisu, gdyby nie burzowe chmury, które zaczęły się zbierać nad okolicą niwecząc mój ambitny plan spędzenia niedzielnego popołudnia na plaży. A ponieważ burzowe chmury tym razem nie uciekły gdzieś daleko, jak to miały w zwyczaju, tylko po jakimś czasie na dobre zawisły nad ogrodem, to nadrobiłam zaległości domowe i zasiadłam do komputera, gdzie w czekały zdjęcia zrobione podczas ostatnich pięknych, upalnych dni.

Słyszeliście o akcji #jedzjabłka? Co prawda akcja ma charakter polityczny i związana jest z embargiem nałożonym przez Rosję na nasze owoce i warzywa, ale moje jabłonie postanowiły w tym roku nieświadomie wpisać się w klimat akcji i obrodziły pięknie. W ramach uczestniczenia w patriotycznym (marketingowym?) zrywie nie kupuję zatem jabłek od polskich producentów, bo w mikro skali sama nim jestem – produkuję jabłka na własny smaczny użytek 🙂 Póki co są to głównie papierówki, ale w kolejce czekają odmiany przeznaczone na jesienny zbiór.

jabłka

jabłka 1

jabłka 2

Pomiędzy kolejnymi jabłkami podjadam pierwsze maliny owocujące na tegorocznych pędach. Zaczynają one owocowanie na przełomie lipca i sierpnia, a kończą wraz z nadejściem przymrozków. Zwykle do października udaje nam się jeść własne malinki i to w całkiem sporych ilościach.

maliny

Lada moment do owocowego festiwalu dołączą jeżyny i gruszki. Kolejny raz owocują też truskawki w doniczkach. Niestety kończy się już agrest. Będę musiała oberwać resztę owoców zanim spadną z krzaczków ku radości ślimaków. Może uda się z tych resztek zrobić jakiś dżem?

Rozkręcają się pomidory, które zdecydowanie zasłużyły na osobny wpis i trochę więcej uwagi, niż tych parę zdań gdzieś pomiędzy malinami, a ogórkami 😉 Obiecuję, że w najbliższym czasie napiszę o nich co nieco. Wszak stanowią ostatnio podstawę mojej diety. Te ze zdjęcia to żółte owalne koktajlówki nieznanej mi odmiany. Wyjątkowo plenne i smaczne, więc regularnie obrywane i zjadane prosto z krzaczka lub na domowej pizzy.

pomidorki

 

Pozornie piękna pogoda potrafi być zdradliwa dla pomidorów i ogórków. Wydawałoby się, że to w czasie długotrwałych opadów chwytają je choroby grzybowe, a tymczasem niektóre z moich pomidorów zaatakował prawdopodobnie mączniak i alternarioza. Czeka mnie zatem oprysk interwencyjny którymś z preparatów systemicznych. Nie lubię tego robić, ale niestety bez tego choroba się rozprzestrzeni i moje pomidory szybko zakończą swój byt. Z dwojga złego wolę mieć raz czy dwa pryskane pomidory, niż nie mieć ich wcale i kupować w sklepie pomidory pryskane wiele razy przeciwko wszelkim możliwym chorobom, jakie mogłyby je dopaść.

Mączniak zaatakował również część ogórków. O dziwo odmiana odporna na mączniaka całkiem dobrze daje sobie radę i odpiera atak, ale drugie o nieokreślonej odmianie z własnych nasion zebranych przez mamę są bardziej chorowite i część z nich wypadła z uprawy. Do tego przez środek rzędów ogórków przeszła jakaś plaga, która sprawiła, że korzonki podgniły i ogórki uschły  i bez trudu dały się wyrwać. Na ich miejscu rosną już nowe, młode sadzonki, które mam nadzieję, że jeszcze trochę będą owocowały zanim nadejdą chłody. W przypadku ogórków czeka mnie ten sam przykry obowiązek pryskania chemią. Za rok więcej uwagi poświęcę profilaktyce, by uniknąć oprysków preparatami cięższego kalibru i zdecydowanie postawię na odmiany odporne na choroby.

ogórki 1

 

Bazylia rosnąca między ogórkami ma za zadanie ochronę przed chorobami, głównie mączniakiem. Jak widać nie daje rady zapobiec im całkowicie. Być może pierwsze objawy to zbyt późno na jej przesadzanie z doniczek do gruntu. Z rok od razu wysieję bazylię między ogórkami i pomidorami.

ogórki 3

 

Odporniejsza na mączniaka odmiana Izyd f1.

ogróreczki

 

Nie wiem czy w tym roku doczekam się cukinii, że o dyni nie wspomnę. Fakt, że posadziłam je blosko drzew, ale dociera do nich sporo popołudniowego słońca, ziemia jest żyzna, wspomagana przeze mnie gnojówkami i obsypana suszoną trawą dla ochrony pędów i uzupełnienia azotu w dyniowej diecie. Póki co rośną mi krzaczorki, które ledwie mają zawiązki owoców, ale nic poza tym… Mam nadzieję, że doczekam się jednak dyni na zupę i cukinii na leczo i grilla.

cukinie

 

 

Wiecie jakie kwiaty przyciągają najwięcej owadów zapylających? Wcale nie te piękne, kolorowe (chociaż do nich też lgną osy, pszczoły czy motyle), ale niepozorne kwiatostany oregano. Te wielkie, rozłożyste krzaczki obsypane kwiatostanami przyciągają ogromne ilości pszczół, trzmieli, bąków i całej rzeszy latających owadów. Czasem jest tam ruch jak w ulu.

oregano

Dla odmiany kwiaty heliotropu przyciągają piękne motyle zwabione waniliowym aromatem. To właśnie ten zapach sprawił, że pokochałam heliotrop, mimo, że to kapryśny kwiat i wymaga wczesnego wysiewu, by zakwitnął latem.

heliotrop

Gazanie opanowują powoli wiele miejsc na kwiatowych rabatach. Ta ma wyjątkowo ładny, intensywny kolor.

gazanie

Hmmm…. nawet nie pamiętałam, że mam gdzieś rudbekie, a one zrobiły i niespodziankę i kwitną przy wejściu do altany od strony ogrodu.

rudbekie

Murek jest świetnym tłem dla słoneczników. Za to go lubię i dlatego nie pozwoliłam otynkować. Wolę trochę brudnej, starej cegły, niż piękny kolorowy tynk.

słonecznik

 

Reklamy

One thought on “Weekendowo, już sierpniowo

  1. HaniaZ. 8 sierpnia 2014 / 12:07

    Papierówki! Kojarzą mi się dzicinństwem i wyjazdami do dziadków;) Juz od tak dawna nie jadłam…:(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s