Pomidorowo

Uwielbiam pomidory. Bez nich nie wyobrażam sobie lata i mojego ogrodu, a właściwie szklarni, bo to w niej co roku mam pomidorowe królestwo. Już sam zapach pomidorów, tak specyficzny i charakterystyczny poprawia mi humor i sprawia, że ślinka cieknie na myśl o pysznych pomidorkach prosto z krzaczka 🙂

Co roku wysiewamy kilka odmian pomidorów, reszta to jedna wielka niespodzianka, czyli krzewy otrzymane od wujków ogrodników, którzy nigdy nie pamiętają, co sieją. Wiedzą tylko, że to jakieś dobre pomidory. Czy faktycznie tak jest, okazuje się, kiedy pomidory zaczynają owocować.

pomidory10 koktajlowe

Te ze zdjęcia akurat nie wyglądają szczególnie piękniej, ale to dlatego, że przeznaczyłam je na nasiona. Żółte koktajlówki to odmiana ildi, a czerwone to bliżej nieokreślona odmiana, która od lat rozsiewa się sama w szklarni. Krzewy są wysokie i bardzo odporne na choroby. Owocują do późna i mają pyszny kwaskowy smak. Używam ich do pizzy, sałatek, a jeszcze częściej po prostu zrywam kilka i jem od razu, jeszcze w szklarni. Najmłodszy w rodzinie też lubi wejść do szklarni i skubnąć kilka czerwonych kuleczek.

Jeden krzaczek tej odmiany mam również w gruncie. Tam jest on niższy, ale również mocno się krzaczy, rozchodząc na boki. Jego przeciwieństwem jest koralik. Wysiałam go wiosną w nadziei na podobno pyszne pomidorki. Niestety u mnie zarówno w gruncie, jak i w donicach był mały, łapał choroby i wbrew obietnicom nie doczekałam się tych długich gron oblepionych owocami. Zamiast tego miałam małe grona z owocami, które na każdy niedobór składników pokarmowych reagowały karłowaceniem owoców. Jedyna radość z nich jest taka, że dwa krzaczki przygarnął junior i sam się opiekuje nimi. Rano je podlewa, a wieczorem zjada pomidorki, które zaczerwieniły się w dzień. Nie ma tego dużo, ale w tej sytuacji chodzi bardziej o walor edukacyjny, niż faktyczne plony. Aczkolwiek piękne krzaczki cieszyłyby bardziej, niż te rachityczne maleństwa, które za nic nie chciały się porządnie krzaczyć, mimo, że pozwalałam im wypuszczać do woli tzw. wilki.

Za to moja szklarniowa samosiejka bez względu na wszystko owocowała dorodnie, równymi ładnymi pomidorkami. Za rok rezygnuję z koralika. Zamiast niego chciałabym wypróbować kilka ciekawych, kolorowych odmian pomidorków koktajlowych. Nawet mam już wstępne typy. Będzie zatem kolorowo 🙂

pomidory kokt.

pomidory 11 koktjlowe

W tym roku jedynym pomidorem, który nie był czerwony był jeden krzak odmiany ildi. Dostałam go od znajomej i dopiero po małym dochodzeniu potwierdziła tę odmianę. To bardzo ciekawe pomidorki. W smaku łagodne, mniej aromatyczne niż moje no name koltajlówki, ale za to na każdym gronie miały po kilkadziesiąt maleńkich owoców. Dojrzewały one stopniowo i sukcesywnie były obrywane. W sumie doczekałam się pięciu takich gron. Trzy pierwsze były naprawdę dorodne, dwa kolejne dopiero przekwitają i zawiązują owoce. Te są już mniej dorodne i mniejsze. W każdym razie odmiana warta powtórzenia, dość odporna i niekłopotliwa w uprawie. Krzew jest wysoki i rozłożysty, więc wymaga troszkę więcej miejsca. U mnie rośnie przy przejściu, więc ma trochę więcej miejsca. Pierwsze grono tego pomidora było tak ciężkie, że niemal opierało się o ziemię przy okazji nadłamując się delikatnie. Musiałam je dodatkowo podwiązać, żeby nie oderwało się pod własnym ciężarem.

pomidory9 ilde

Najsmaczniejszą odmianą pomidora w tym roku jest bawole serce (dokładnie, to są to pomidory oxheart w typie bawole serce, bo sama nazwa jest zastrzeżona dla jednego tylko producenta nasion) . Owoce są mięsiste, jak u odmian malinowych, ale zarazem kwaskowe i mocno aromatyczne. Niestety w tej chwili, mimo oprysku podobnie jak większość pomidorów złapały prawdopodobnie mączniaka rzekomego i alternariozę. W powietrzu długo krążyła również zaraza ziemniaczana. Przez cały lipiec widniał aktywny komunikat dla mączniaka i zarazy, co nie sprzyjało pomidorom. Pocieszające jest to, że jako pierwsze chorobom uległy pomidory otrzymane od wujków. Bawole serca dopiero po jakimś czasie zaczęły łapać objawy choroby, więc przez jakiś czas walczyły dzielnie.

Pierwsze owoce tej odmiany były naprawdę duże i dorodne. Kolejne, na wyższych gronach były coraz mniejsze, ale było ich też więcej. Póki co jeszcze trochę pomidorów dojrzewa, więc jeszcze jakiś czas będę podjadała bawole serca.

pomidory 6 bawole serca

pomidory4 bawole serce

Mojej mamie najbardziej smakował pomidor malinowy ożarowski. To niezbyt duże, a teraz wręcz małe pomidorki o cieniutkiej różowej skórce. Wybarwiają się równomiernie, są mięsiste, słodkie, ale dla mnie za mało wyraziste w smaku. Wolę odmiany bardziej konkretne w smaku, słodkie i kwaskowe zarazem. Krzewy nie urosły zbyt wysokie. Nie wiem czy to cecha odmiany, czy efekt tego, że zaczęły elegancko łapać choróbska. W tej chwili, mimo, że krzewy są w kiepskiej kondycji, to pomidory rosną i dojrzewają. Niedawno zaczęły pękać, ale to może być wina coraz zimniejszych nocy i różnic temperatury między dniem, a nocą. Plusem jest to, że krzewy tej odmiany mają niewiele liści, więc nie tworzą gęstych zarośli, które trzeba karczować, by do owoców docierało światło.

Tutaj jeszcze zielone owoce i zieloniutkie krzaczki 🙂

pomidory7 malinowy ożarowski

Na finiszu nie wyglądają najpiękniej. Z krzewów ciągle obrywam usychające liście.

pomidory2 malinowe

Dla mnie lepszą opcją od malinowego ożarowskiego jest malinowy warszawski. Owoce ma większe, smaczniejsze, choć nadal delikatne w smaku. Nie są one moim smakowym faworytem, ale smakują całkiem poprawnie. Ogromnym plusem jest odporność tej odmiany na choroby. Poza koktajlówkami jako jedyne zachowały zieloniutkie liście, kiedy inne odmiany marniały w oczach. Jedynym niewielkim minusem jest to, że owoce łatwo opadają. Zwykle zrywam jednego pomidora, a kolejne opadają pod wpływem lekkiego trącenia, niekiedy jeszcze niemal całkiem zielone.

pomidory1

A teraz przegląd różności otrzymanych od rodzinki:

Pierwsza odmiana to malinówki, których największym minusem jest duża zielone piętka. Nawet podlewanie ekologicznym nawozem o sporej dawce potasu nie zniwelowało tego efektu. Pomidory całkiem smaczne, ale ta piętka, przez którą duża część pomidora nie nadawała się do jedzenia dyskwalifikuje je (i darczyńcę też jako źródło sadzonek 😉 ) Dzieła dopełnia totalny brak odporności na choroby. W tej chwili krzewy to kikuty z ostatnimi owocami. Część została już wyrwana.

pomidory5

Kolejne to jakieś holenderskie pomidory od innego darczyńcy. Te są akurat bardzo smaczne, mięsiste i w zasadzie mogłabym je powtórzyć za rok, bo moje kubki smakowe polubiły tę odmianę. W celu powtórki za rok jeden z pomidorów został przeznaczony na nasiona. Niestety nie wiem czy ta odmiana to F1, co oznaczałoby, że za rok ulegnie rozszczepieniu i pomidory nie będą już tak ładne i smaczne, ponieważ nie powtórzą swoich cech. Minusem tej odmiany jest dość mało owoców i podatność na choroby. Podejrzewam, że mają też spore wymagania pokarmowe. U wujka – darczyńcy krzewy są dorodniejsze, ale to też efekt intensywnego corocznego nawożenia obornikiem i regularnego opryskiwania. Ja oprysk traktuję jako zło konieczne i ostateczność, bo nie o to chodzi we własnej uprawie warzyw i owoców. Wujek natomiast pryska pomidory regularnie na całe spektrum chorób. Wprowadził też zakaz sadzenia na działce ziemniaków z obawy przed zarazą ziemniaczaną. Jego podejście, to nie to samo, co moja garść kompostu pod każdy krzew, podlewanie gnojówką z pokrzyw, żywokostu czy wspomaganie astvitem od czasu do czasu.

pomidory3 holenderski

 

To inne „wujkowe” pomidory, trochę plenniejsze, ale nie tak smaczne. Ot poprawne w smaku, ale chorowite.

pomidory8 od wujka

Podsumowując: ten rok, mimo, że lato było słoneczne i ładne nie był najlepszy dla pomidorów. Nie tylko u mnie były one atakowane przez choroby, słabo rosły, średnio wiązały i generalnie szału nie było. Nie raz z tej samej szklarni wynosiliśmy dużo większe ilości pomidorów, a krzewy owocowały do późnej jesieni. Mam nadzieję, ze kolejny rok będzie lepszy pod względem plenności.

Ostatnio zgłębiam temat odmian i na przyszły rok chciałabym trochę bardziej poszaleć z odmianami i kolorami pomidorów. Jest tyle ciekawych pomidorów, że nie warto trzymać się tych samych kilku. U mnie co roku odmiany się zmieniają. Jedne wracają, inne nie. Dużo zależy od tego, jakie nasiona uda się kupić i to jest największy ogranicznik. W przypadku najciekawszych odmian staramy się zebrać własne nasiona i wysiać ponownie za rok (nie dotyczy to odmian oznaczonych jako F1, bo te nie powtarzają cech odmiany matecznej, trzeba co roku kupować nowe, oryginalne nasiona).

Sezon pomidorowy potrwa u mnie pewnie jeszcze z miesiąc, może trochę dłużej. Później zerwiemy ostatnie zielone jeszcze pomidory, wyrwiemy prawdopodobnie już uschnięte krzewy i oczyścimy szklarnię.

W ramach przygotowań do kolejnego sezonu powinno się umyć szklarnię wodą z dodatkiem mydła potasowego. Dobrze jest też zdezynfekować ją, by usunąć pozostałości chorób, jakie przetoczyły się przez sezon. Moja mama zwykle zaniedbywała ten ostatni punkt. W tym roku postanowiłam, że dezynfekcja jest konieczna. W tym celu zakupiłam opakowanie siarki, którą zapala się w oczyszczonej szklarni, po czym wychodzi zamykając drzwi. Następnego dnia po oparach siarki nie powinno być już śladu. Wówczas można zacząć kopanie, wapnowanie lub nawożenie obornikiem. Można też posiać poplon (gorczyca, wyka ozima, żyto ozime itp.). U mnie będzie to o tyle trudne, że zimą w szklarni przechowujemy truskawki w donicach, siejemy co nieco na zimowe i wczesne wiosenne zbiory, więc szklarnię eksploatujemy intensywnie.

Być może w tym roku uda mi się zorganizować trochę dobrze przekompostowanego obornika. Wówczas przekopiemy go, a w miejscach, gdzie nic nie będzie siane czy sadzone wysiejemy poplon, który zostanie przekopany bardzo wczesną wiosną. W pozostałej części szklarni planuję posiać szpinak zimowy, koperek, roszponkę. Być może przesadzę tam trochę rukoli z ogrodu. Chwielibyśmy jeszcze posiać trochę marchewki na wczesny zbiór. Oczywiście nie zabraknie sałaty samosiejki 🙂

 

 

 

 

 

Reklamy

One thought on “Pomidorowo

  1. Płaszczoobrosła 7 września 2014 / 14:01

    Świetna, konkretna notka. Nie mam na działce pomidorów. Jeśli kiedyś będę mieć własną, a nie rodziców, na pewno się tym zajmę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s