Dmuchawce z sałaty, czyli jeszcze kilka słów o zbieraniu własnych nasion…

Nie planowałam pisać więcej o nasionach i ich zbieraniu, ale po dzisiejszym dniu (a właściwie popołudniu) postanowiłam napisać jeszcze co nieco o sałacie, z której zbieram co roku nasiona. Każdy, kto zbierał więcej, niż szczyptę nasion z sałaty wie, że jest z tym trochę zachodu. Na kwitnącej sałacie tworzą się dziesiątki maleńkich dmuchawców, pod którymi kryją się drobne czarne nasionka. Dmuchawiec oznacza, że nasiona są już dojrzałe i lada moment wysypią się z kwiatostanów.

sałata kwitnąca

Zebranie dmuchawców nie stanowi większego problemu. Trzeba mu jednak poświęcić chwilę nachylając każdą gałązkę nad miseczkę i wykruszając do niej całe kwiatostany. Część nasion przy okazji wysypie się sama. Innym trzeba będzie pomóc. Przy okazji można być pewnym, że część nasion rozsieje się dookoła i wkrótce wykiełkuje w postaci gęstwiny samosiejek.

Moja mama czasem po prostu obcina całe kwiatostany, owija w gazetę i trzyma w kotłowni. Trochę nasion się z czasem wykruszy, resztę można wysiać rozsypując i wytrząsając je z kwiatostanów. Tyle, że wówczas jest to radosna twórczość nad którą trudno mieć kontrolę. Efektem ubocznym będzie prawdopodobnie las siewek, które będziemy rozdawać wszystkim znajomym dookoła 🙂

Tutaj widać dobrze, że pod pióropuszem dmuchawców kryją się ciemniejsze punkty – to właśnie nasiona.

sałata kwiatostan

W wersji dla leniwych wystarczyłoby zebrane nasiona zostawić do całkowitego wyschnięcia i zapakować do papierowej torebki. Minusem jest to, że trudno dostrzec nasiona pośród resztek kwiatostanu, jakichś łodyżek, łusek itd.

sałata 1

W tym roku postanowiłam porządnie oczyścić nasiona. Trochę się zastanawiałam nad tym, jak to zrobić nie bawiąc się jednocześnie w wybieranie setek (jeśli nie tysięcy) maleńkich nasionek. Potrzeba matką wynalazków, poszłam więc do kuchni, wzięłam duże sitko i poszłam do ogrodu działać. Na marginesie nie polecam wykruszania nasion w zamkniętych pomieszczeniach – ryzyko zakurzenia wszystkiego pyłkami z dmuchawców jest zbyt duże, podobnie jak ryzyko niekontrolowanego kichania pod wpływem tychże pyłków 😉

Wracając do sitka, planowałam przy jego pomocy oddzielić nasiona od najmniejszych pyłków. Okazało się jednak, że zwykłe sitko kuchenne ma na tyle duże otwory, że przechodzą przez nie nasiona. W efekcie po minucie czy dwóch miałam na kartce papieru nasiona wraz z częścią najdrobniejszych paproszków, a w sitku całą garść najróżniejszych farfocli 😀

DSC00230

Po paru potrząśnięciach złożoną nieco kartką nasiona miałam już na dnie, a na wierzchu resztkę paproszków. Tym prostym sposobem błyskawicznie oddzieliłam nasiona z kilku sałat. Z dwóch odmian zebrałam w sumie dwie wypełnione po brzegi koperty nasion. Gdyby nie to, że część nasion oddam, to miałabym zapas nasion na najbliższą dekadę 😉

sałata 4

Porcja nasion już po oczyszczaniu. Perfekcjoniści pewnie jeszcze ze dwa razy by ją przesiali 😉

nasiona sałaty

A to zielone skutki postawienia kilku sałat na nasiona:

DSC00240

sałata 5

 

W związku z małym sprawozdaniem z placu sałatowego boju planowany przeze mnie post o wrześniowym ogrodzie dodam jutro. Później zniknę na ponad dwa tygodnie bez dostępu do komputera i jakieś 2-3 tysiące kilometrów od ogrodu.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s