Zielone migawki z anatolijskich wakacji

Tytuł brzmi tajemniczo, lecz jego wyjaśnienie jest proste – ta kraina, to Turcja 🙂 To tam mnie zaprowadziły wakacyjne ścieżki. Dla ogrodnika amatora podpatrywanie anatolijskiej zieleni i tamtejszych wsi oraz miast było ciekawym doświadczeniem. Pomiędzy odwiedzanymi przeze mnie miastami odległości są spore, więc godziny spędzone w podróży sprawiły, że przed moimi oczami przewinęły się setki gajów oliwnych, sadów uginających się pod ciężarem granatów i cytrusów, plantacji bawełny, a także pól pełnych upraw papryki czy melonów. Nie zabrakło również plantacji bananów i winogron. I tak na zmianę przez wiele godzin obserwowałam Tureckie wsie kompletnie odmienne od tamtejszych miast, osady z wiekowymi domkami, zapomnianymi przez domowników podwórkami i obowiązkową pergolą, porośniętą winoroślą.

melony i papryczki

Winorośle to ogólnie pewien must have tamtejszych ogrodów. Nawet w najmniejszych ogródeczkach gęsta winorośl chroni przed ostrym słońcem i daje odrobinę cienia w gorącym klimacie. Co ciekawe w wielu domach winorośle prowadzone są wysoko na dach i dopiero tam rozrastają się tworząc zadaszenie tarasu. Cóż za ekonomiczne wykorzystanie przestrzeni 🙂 Mnie się w każdym razie pomysł spodobał. Nie wymaga wiele miejsca, ot tyle, by posadzić sadzonkę. Później należałoby prowadzić winorośl coraz wyżej obcinając kolejne pędy od dołu, aż do momentu, kiedy „wdrapie” się ona na dach. A tam już hulaj dusza po przygotowanej pergoli 🙂

Z tego, co zauważyłam, to jeśli już przy domu rośnie winorośl, a najlepiej kilka, to na wysuszonej na kamień ziemi sadzi się obowiązkowo kilka melonów, a gdzieś w kącie jeszcze parę krzewów papryki. I to by było na tyle pozycji obowiązkowych w małych przydomowych ogródkach. Czasem, w nieco większych, niż chusteczka do nosa ogrodach rosną jeszcze drzewa oliwne, granaty, a pomiędzy winoroślą pną się miliny i bugenwille. Pod takim naturalnym zadaszeniem stoi stolik i kilka przypadkowych, często (niegdyś) białych, plastikowych foteli ogrodowych tworzących salon i jadalnię na świeżym powietrzu. Czasem, gdzieś pod murem rosły jeszcze rządki kukurydzy, albo parę słoneczników. A propos murów, to wszechobecne tam niskie murki z kamienia tworzące ogrodzenie są urocze. Gdybyśmy mieli więcej słońca w naszym klimacie, to z pewnością sprawiłabym sobie chociaż parę metrów takiego kamiennego muru, zupełnie innego od naszych równiutkich murków z idealnie dopasowanymi kamieniami, albo betonowych pancernych ogrodzeń.

Co ciekawe w miastach na wielu balkonach zauważyłam suszące się warkocze ostrych papryczek chilli, podobne do tych, które zauważyłam w przydrożnym barze, gdzie zatrzymaliśmy się na obowiązkowy czaj 🙂  (foto poniżej). Papryka to jedna z przypraw narodowych Turków, wygląda więc na to, że nie może jej zabraknąć w żadnej kuchni i wiele osób suszy ją osobiście zamiast kupić woreczek suszu w markecie czy na bazarze (co osobiście uczyniłam działając na skróty).

papryczki

Na obrzeżach tureckich wsi wszechobecne były stoiska z melonami i arbuzami. Minęłam ich setki, jeśli nie tysiące. Niestety trudno było je uchwycić w ruchu, ale co nieco udało mi się sfotografować. Muszę przyznać, że tamtejsze melony są słodkie i pyszne. Pochłaniałam je codziennie do spółki z arbuzami.

melony2

melony1

Oliwki i granaty gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Taki widok jest na porządku dziennym w wielu krajach na południu Europy czy w Azji Mniejszej. Nie byłabym sobą, gdybym w ramach zdobywania dziwnych doświadczeń nie spróbowała oliwki prosto z drzewa. Nie polecam takich testów, jeśli ktoś nie należy do ciekawskich. Surowe oliwki nie są zjadliwe. Za to wyjęte z zalewy i otoczone ziołami czy papryką są przepyszne.

oliwki 1

oliwki

 

granaty

Udało mi się sfotografować przydomowe poletko z uprawą papryki w różnych odmianach, rządkiem jakiejś kapusty i melonami, które ledwie widać w tle, ale zapewniam, że były tam i kusiły mnie do tego, by wejść na pole i zabrać dorodnego melona pod pachę 😉

papryka

Tutaj odbywało się suszenie papryczek. Oczywiście na słońcu, na rozłożonych matach, prawdopodobnie foliowych. W podobny sposób odbywało się suszenie rodzynków sułtańskich.

suszenie papryki

Opuncja figowa, niestety już bez owoców, a w tle plantacja bananów i hotele na wybrzeżu.

opuncja figowa

To co mnie cieszyło w Turcji, to niesamowity zapach. Wieczorem pachną głównie kwiaty, ale w dzień wystarczy przejść się alejką przy której rosną ogromne lawendy czy rozmaryny, by również poczuć mieszankę pięknych zapachów. Mój nos miał tam prawdziwą ucztę 🙂

rozmaryn

W Pamukkale spotkałam roślinę, której nie widziałam już nigdzie indziej. Pachniała intensywnie, ziołowo i bardzo intrygująco. Za nic nie mogłam skojarzyć tego zapachu z nazwą, ale może kiedyś uda mi się dojść do tego, co to za roślinka porastała srebrzystymi dywanami tamtejsze rabaty.

A może ktoś z was wie, cóż to za srebrzyste cudo zdobi tę rabatę?

niezidentyfikowane coś

Na pierwszym planie oczywiście wszechobecne aksamitki. To prawdziwie niezniszczalne kwiaty. Rosły wszędzie od północy, po południe, w każdych warunkach, nawet wśród nieprzyjaznych roślinom skał Kapadocji.

z aksamitkami

aksamitki

kapadocja 2

kapadocja 4

Od razu zrobiło się bardziej swojsko, aksamitkowo 🙂 Wielokrotnie spotykałam również dalie, cynie i inne kwiaty znane z naszych ogrodów. Świetnie radziły sobie również floksy. Nasze swojskie ogrodowe kwiaty zdobiły wiele rabat. Spotkałam je nawet tuż przy pewnym basenie 🙂

floksy

Po przejechaniu paru tysięcy kilometrów i zwiedzeniu kilku miast ze smutkiem stwierdzam, że w Turcji zawód architekta krajobrazu jest zawodem bardzo perspektywicznym i niedocenianym póki co. Kwestie projektowania zieleni poza centrami dużych miast dopiero raczkują i to bardzo powoli. Pobocza dróg najczęściej dopiero od niedawna są obsadzane w sposób podobno zaplanowany (taaa…. akurat), najczęściej przypadkowymi cyprysikami, ognikami, rokitnikami czy sztampowymi kompozycjami kwiatów. Oleandrów na szczęście nie trzeba tam sadzić. One już tam rosną, rozprzestrzeniając się niczym chwasty (ile ja bym dała za taki chwast w moim ogrodzie 😉 ).  Oczywiście, tam gdzie zieleń jest projektowana oleandry znajdują swoje miejsce, ale podobnie jak wiele pnączy rosną swobodnie nie niepokojone przez nikogo i tworzą malownicze kompozycje. Znajomi architekci krajobrazu widzieli w tym kraju ogromny potencjał i jeszcze większy rynek na swoje usługi. A jeśli specjaliści mają takie zdanie, to coś musi być na rzeczy 😉

Po tym, co zaobserwowałam w Turcji przestanę chyba narzekać na mączniaki atakujące rośliny w moim ogrodzie. Mam wrażenie, że jest to najczęstsza choroba dotykająca tamtejszą roślinność. Nie opierają się jej nawet rośliny starannie pielęgnowane w założeniach pałacowych, parkach itp. Nawet w Mauzoleum Ataturka, gdzie widać było rękę ogrodnika wiele krzewów i kwiatów nie oparło się mączniakowi i zostało „przyprószonych” białym nalotem. Ale choróbska zostawiam na boku.

Teraz coś milszego, czyli z cyklu zieleń w mieście, trawy pompasowe, oleandry, hibiskusy, miliny i bugenwille, które każdego wieczoru upajają zapachem 🙂

zielen w mieście

trawa pompasowa

olenader1

oleander 1

ogniki

milin

hibiskusy

bugenwilla

drzewko

Przydomowy ogródek w centrum miasta. Taki radsony misz-masz zauważyłam w centrum Bursy. W cieniu drzewa roślinność była intensywnie zielona i bujna jak na okres tuż po ustaniu wakacyjnych upałów.

przydomowy ogródek

Cyprysy wspinające się do nieba 😉 Niech się nasze cmentarno – ogrodowe tuje chowają przy tamtejszych cyprysach. Swoją drogą, to mam nadzieję, że za kilkadziesiąt lat ci, którzy teraz ochoczo sadzą iglaki nie obudzą się z rządkiem kilkunastometrowych cyprysów zasłaniających nie tylko widok na ogród sąsiada, ale też widok na niebo.

cy[rysy

Agawy i prawdopodobnie werbena tuż przy plaży.

werbena i agaway

A teraz krótka wizyta w stolicy. W Ankarze zieleń wyglądała lepiej, niż w reszcie kraju. Wszak co stolica, to stolica 😉 W każdym razie mauzoleum uwielbianego przez Turków władcy Ataturka wymagało trochę staranniejszego podejścia do tematu zagospodarowania terenów zielonych. Tutaj kilka palemek, cyprysik i rachityczny kwiatek nie miałyby racji bytu. Architekci krajobrazu ziewnęliby z nudów widząc tamtejsze zieleńce, ale jak na tureckie standardy, to i tak dobrze.

w ankarze 5

w ankarze 4

w ankarze 3

w ankarze 2

w ankarze

Trochę bardziej tropikalnie, czyli palmy i palemki 🙂 Z palmy uginającej się pod ciężarem pomarańczowych kuleczek urwałam nawet kilka nasion. Ciekawe czy coś by z nich wyrosło?

turkey

palmy

palma 1

palemka

nad morzem

Sagowiec:

sagowiec

Przerośnięte fikusy i beniaminki. W czasie, kiedy o paszport i wizę było trudno, niemal każdy miał fikusa albo palmę w mieszkaniu, chyba z tęsknoty podróżami i za krajami, w których rośliny te rosną w naturze. Niestety te nasze rachityczne, wybujałe palemki z paroma listkami, pozwalające postawić w ich „cieniu” fotel na biegunach w wymarzonym M4 nijak się mają do ogromnych drzew, jakie rosną w śródziemnomorskim klimacie. Typowy beniaminek potrafi wyglądać tak:

fikus beniaminek

fikus

Prawie jak palmy, czyli bananowce. Żałuję, ze przydrożne banany nie były bardziej dojrzałe. Nie omieszkałabym spróbować ich prosto z krzaczka 😀

bananowiec 1

bananowiec

Jak banany, to i cytrusy, które do urodziwych nie należały. Ciekawostką były zielone mandarynki. Próbowałam ich. Wyglądały jak okrągłe, pękate limonki, ale smakowały zupełnie jak mandarynki.cytrusy na targu

cytrusy

cytrusy 1

Tureckie smaki i zapachy, czyli bazary 🙂 Suszone figi uwielbiam!

stragan

Na koniec drzewo na opak 😉

kapadocja 3

O jejku, dopiero teraz przeglądając raz jeszcze to, co napisałam zorientowałam się, że wyszedł mi przeokropnie długi wpis. Marna ze mnie selekcjonerka zdjęć. Chciałabym pokazać wszystko, co udało mi się zauważyć i to co utkwiło mi w pamięci (by z niej za moment nie umknęło), więc z małej zielonej relacji wyszedł tasiemiec godny nie tureckiej, lecz brazylijskiej telenoweli 😉

Może jednak zamiast wracać myślami i zdjęciami do wakacji, zajmę się swoim małym ogrodem wołającym o chwilę uwagi…

 

 

 

Reklamy

3 thoughts on “Zielone migawki z anatolijskich wakacji

  1. Jo. 29 grudnia 2014 / 14:22

    A to nie był rozmaryn?

    • elfickizakatek 29 grudnia 2014 / 17:08

      Ten wyższy, zielony krzew, to rozmaryn, a niższe srebrzyste intensywnie pachnące kępy porastające rabaty, to prawdopodobnie kocanki włoskie. Tak wskazują wyniki moich intensywnych wirtualnych poszukiwań 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s