Użyźniamy, czyli co nieco o ogrodowych zmaganiach z glebą

Wiele razy czytałam, że nawozić należy nie rośliny, lecz glebę. Wzięłam sobie to hasło do serca i od dłuższego czasu szukam sposobów na to, by poprawić kondycję gleby w ogrodzie. Zadanie o tyle konieczne do wykonania, że w tej chwili w ogrodowej glebie brakuje przede wszystkim materii organicznej. Jej struktura jest drobna i piaszczysta, co widać podczas upałów, kiedy każdy krok w ogrodzie powoduje unoszenie się pyłu osiadającego na stopach. Podlewanie takiej gleby to koszmar – woda spływa wierzchem, zamiast wsiąkać wgłąb. Dopiero porządny deszcz jest w stanie sprawić, że gleba zaczyna chłonąć wodę i zmienia strukturę na bardziej zbitą. Wówczas sprawia wrażenie ciężkiej i zimnej, a wiosną długo się nagrzewa.

ziemia1

Na płytce doskonale widać drobną, pylistą strukturę gleby.
ziemia2

Ogród w tym samym miejscu funkcjonuje od początku lat osiemdziesiątych. Cały czas jest intensywnie eksploatowany. Żaden kawałek ziemi nie leży odłogiem, bo zabrakłoby miejsca na nasze ulubione warzywa. Na początku funkcjonowania ogrodu rodzice nawieźli na działkę ziemię, dzięki czemu udało się podnieść wysokość działki (i zrównać z poziomem działek sąsiednich) oraz zasypać naturalnie podmokły teren. Przez wiele lat ogród był regularnie obornikowany. W ciągu ostatnich kilkunastu lat obornik pojawiał się coraz rzadziej, a w zamian nie pojawiło się nic innego. Kompost występował w ilościach zbyt małych, by zasilić cały warzywnik i szklarnię, służy raczej jako dodatek dla bardziej wymagających upraw. Gleba zaczęła się więc wyjaławiać. Żeby mieć jako takie plony wspomagaliśmy się głównie gnojówkami roślinnymi (pokrzywy i żywokost). Domyślacie się, że to niewiele, jak na żarłoczne warzywa i coroczne uprawy.

W zeszłym roku uznałam, że obornik musi być i basta. Zaczęłam więc poszukiwania, udało mi się przywieźć kilka worków obornika do szklarni. Mam też na oku obornik koński, który jesienią będziemy przekopywali na działce. Wcześniej jednak przy użyciu „wujka google” urządziłam sobie burzę mózgów i wynotowałam wszelkie sposoby na to, by użyźnić glebę nie mając do dyspozycji obornika, na którego zdobycie w potrzebnych mi ilościach nie miałam pomysłu.

Z tych poszukiwań wynikło sporo dobrego 🙂 Po pierwsze jesienią pojawiły się poplony z gorczycy i z żyta ozimego. Wiosną zaczęłam ściółkowanie podsuszoną trawą. Później pojawiły się snopki słomy do ściółkowania. W reklamówce przytargałam też podarunek od znajomego – mączkę bazaltową, którą zasiliłam pomidory i dynie. Na temat kompostu przeczytałam kilka ciekawych opracowań i wyedukowałam rodzinkę w temacie, więc teraz żaden odpad organiczny, który nadaje się do kompostowania nie trafia do pojemnika na śmieci. Pełen terror 😀 Ale dzięki temu materiału do kompostowania przybywa na potęgę, a ja z kompostowania mogę spokojnie zrobić dodatkowy fakultet 😉

Parę razy trafiłam w sieci na informację o kompostowaniu zrębków z drewna. Sama po przycięciu drzewek owocowych zyskałam ogromną stertę gałęzi, więc zaczęłam intensywnie myśleć jak przerobić je na zrębki… w końcu szkoda marnotrawić tak cenny materiał. Co prawda nie udało mi się zorganizować sprzętu, więc gałęzie stały się głównie tyczkami dla grochu i fasoli, ale po poszukiwaniach, w połowie maja, udało mi się znaleźć kogoś, kto uszczęśliwił mnie wielką stertą świeżutkich zrębków z liśćmi przywiezionych prosto z wycinki. Ułożyłam z nich pryzmę, dodając mocznik i skoszoną trawę. Po niespełna 3 miesiącach mam wstępnie przekompostowany materiał, którym od jakiegoś czasu ściółkuję miejsca między rzędami warzyw i który wiosną w większości zostanie przekopany w ogrodzie. Dzięki temu mój ogród zyska kilkanaście taczek porządnej materii organicznej, która jeszcze przez kilka lat będzie się rozkładała w glebie, a w między czasie będzie zasobnikiem składników pokarmowych dla roślin oraz magazynem wody utrzymującym lepszą wilgotność gleby. Teraz muszę zorganizować kolejną porcję, której pozwolę się kompostować dłużej i która będzie mi służyła w kolejnych latach.

Tak wyglądały świeże zrębki tuż po przywiezieniu. Bardzo szybko zaczęły się „gotować” za sprawą świeżych liści. Pewnie dlatego pierwsza gorąca faza kompostowania nastąpiła szybko i przebiegała bardzo intensywnie. Pryzma dosłownie wrzała wewnątrz i wymagała regularnego podlewania.

zrebki swieze

zrębki

Efekt kompostowania zrębków zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Spora dawka azotu przyspieszyła rozkład drewna, temperatura w pryzmie też zrobiła swoje i w tej chwili najdrobniejsze kawałki drewna są już nieźle przekompostowane, a niektóre zamieniły się właściwie w węgiel drzewny.

zrebki1

zrebki2Suchymi zrębkami wyściółkowałam kilka miejsc w ogrodzie, głównie pod krzewami, czyli tam, gdzie trudno usuwać chwasty. Między borówkami i porzeczkami zupełnie pozbyłam się problemu chwastów, do tego przyjemnie chodzi się po takich gałązkach przypominających leśną ściółkę. Na zdjęciu widać, że drobne zrębki w miejscu styku z ziemią ulegają rozkładowi i będą wymagały dosypki. Pod porzeczkami dla odmiany zrębki wysypałam na tekturę. To przyciągnęło ogromne ilości dżdżownic, które zapewniają glebie bogate życie towarzyskie 😉

ściółka przy borówkach

sciolka

Teraz zaczynam eksperyment z kompostowaniem zrębków z drzew iglastych. Na podjeździe leży wielka sterta zrębkowanych gałązek świerka, które stopniowo układane są w docelową pryzmę. Od sąsiada mam około dwóch taczek świeżej trawy, którą przesypuję świerkowe drobiny, a to wszystko tak, jak poprzednio przesypuję mocznikiem. Trzy dni deszczu przerwały pracę, więc kiedy dzisiaj zaczęłam układać prymę zauważyłam, że wewnątrz jest już gorąca, a igły zrobiły się czarne, co oznacza, że proces kompostowania się rozkręca. Tej pryzmie ze względu na rodzaj zrębków daję dużo czasu na osiągnięcie stanu używalności. Garbniki i żywice zawarte w drzewach iglastych utrudniają rozkład igieł, więc kompostowanie potrwa długo. Na szczęście mam miejsce, gdzie pryzma może choćby i dwa, trzy lata leżeć, do czasu kiedy osiągnie odpowiedni stan. Mam jednak nadzieję, że wiosną będę mogła ze środka pryzmy wydobyć parę wiaderek wstępnie przekompostowanych zrębków do wyściółkowania roślin kwasolubnych. O efektach kompostowania drzew iglastych z pewnością dam znać za kilka miesięcy. Moja pryzma docelowo będzie miała około 5 m3 objętości. Dzisiaj z ciekawości ją zmierzyłam 🙂

zrebki przyma

świerk

Rozmowy o ogrodnictwie prowadzone ze znajomymi naprowadziły mnie na jeszcze jeden cenny składnik, którego w miejscowościach uzdrowiskowych jest dużo, a o którym niewiele pisze się w kontekście używania w ogrodnictwie, choć wiem, że są firmy, które go odbierają i wykorzystują w uprawach jako użyźniacz gleby i nawóz w jednym. Wiele osób stosuje go też w ogrodach jak się okazuje. Chodzi o borowinę, która używana jest do zabiegów. Wykorzystuje się ją również w gabinetach fizjoterapeutycznych, a nawet kosmetycznych i tam można poszukać jej źródła. I ponownie od przypadkowej rozmowy wszystko się zaczęło. Borowina to przecież specyficzny torf pełen kwasów humusowych i minerałów. Wbrew moim obawom nie ma kwaśnego odczynu ph, więc nadaje się do wszystkich roślin. Moja ma ph w granicach 6,1 – 7,4. Działa niczym wszystkie rosa i inne humusy, czyli skoncentrowane kwasy humusowe. Po wysuszeniu grudki można zauważyć, że ma ona strukturę zmielonego torfu z charakterystycznymi drobinkami materii organicznej. W formie używanej do zabiegów ma konsystencję gęstej papki, którą przed użyciem dobrze jest rozcieńczyć z wodą. Taki koncentrat o niemal czarnej barwie dolewam do wiader z wodą i takim „błotem” podlewam rośliny. Na niektórych zagonkach czy w szklarni spora ilość borowiny utworzyła na glebie czarną skorupkę, którą trzeba przemieszać z wierzchnią warstwą gleby przy pomocy pazurków lub motyczki.

Producenci preparatów humusowych chwalą się, że kg takiej papki zawiera tyle kwasów humusowych, ile zawartych jest w wielu tonach obornika. Jest to możliwe, bo w oborniku i kompoście zachodzi proces mineralizacji, a w małym stopniu humifikacji, więc obornik mimo, że cenny i wartościowy, to jednak nie zawiera tylu kwasów humusowych pobudzających glebę do regeneracji i tworzenia struktury gruzełkowatej. Wydaje się więc, że połączenie w glebie obornika z dawką kwasów humusowych (np. z borowiny) powinno świetnie wpłynąć na glebę.

Borowiny użyłam również do regeneracji trawnika, na którym przez cały sezon stoi ogromna trampolina. Trawa pod nią robi się wybujała, a po skoszeniu okazuje się zawsze, że jest rzadsza i uschnięta tuż przy ziemi. Nie wygląda to dobrze, a sypanie na trawnik sztucznych nawozów, które i tak szybko zostaną wymyte do głębszych warstw gleby, a więc niedostępne dla korzeni traw mija się z celem. Owszem wiosną zasiliłam trawę wieloskładnikowym nawozem azotowym, następnie sypnęłam trochę siarczanu żelaza, ale sypanie nawozu co kilka tygodni to nie dla mnie. Na początku lipca polałam roztworem borowiny 1/3 trawnika. Po 2 tygodniach zaczęłam zauważać zagęszczanie się trawy w tej części. Niestety kret, który postanowił zrobić na trawniku kilka kopczyków zniszczył częściowo efekt. Teraz mam na trawniku kilka pustych miejsc, gdzie zrobiłam dosiewki. Koszenie pokaże na ile trawa się zagęściła.

trawa2Tutaj widać prześwity i przerzedzoną trawę. Przyroda nie znosi pustki, wiec w pustych miejscach szybciej niż trawa pojawiają się chwasty.

trawa1Gęsta trawa po regeneracji. W tej części trawnika jest najmniej narażona na zniszczenia, więc efekt jest najbardziej spektakularny. Trawa jest gęsta i zagłusza rosnącą w niej koniczynę. Ten efekt cieszy mnie najbardziej 🙂

trawa3Tydzień temu podlałam resztę trawnika. Od tego czasu niemal codziennie podał deszcz, co z pewnością dobrze wpłynęło na trawę, ale mam nadzieję, że pomogło też borowinie zadziałać w glebie. O efektach przekonam się za jakiś czas, a póki co powinnam sobie zorganizować kolejną porcję błota do stworzenia własnego koncentratu humusowego. W sierpniu chciałabym powtórzyć podlewanie trawnika i warzywnika borowiną. Taka forma zasilania dobrze zadziałała na pomidory, które pozytywnie zareagowały na zastrzyk składników pokarmowych. Idealnym przykładem działania borowiny jest majeranek. Rósł mikry i nie mógł się zebrać. Po dwukrotnym podlaniu roztworem zaczął rosnąć i teraz wygląda dużo lepiej. Będzie co ścinać za jakiś czas. Również kwiaty na rabacie pod płotem, gdzie ziemia jest gorzej, niż zła zaczęły rosnąć i krzewić się. W tej chwili wyglądają bardzo dobrze, a jeszcze rok temu wszystko, co posadziłam w tamtym miejscu było mniejsze i słabsze, niż w innych miejscach.

I jeszcze rzut okiem z szerszej perspektywy. Tak wygląda trawa z poziomu wzroku:

trawa4Za miesiąc zrobię zdjęcie z takiej samej perspektywy i w tej samej części trawnika i porównam, czy zmiana jest faktem czy tylko wytworem mojej wyobraźni.

W planach mam jeszcze jesienne zasilanie gleby w ogrodzie borowiną. Taka skoncentrowana dawka kwasów humusowych oraz składników mineralnych wsparta obornikiem powinna dać zauważalny efekt. Połączenie tych dwóch substancji oraz dodatek przekompostowanych zrębków da, mam nadzieję, efekt w postaci nie tylko większych plonów, ale również w postaci zmiany struktury gleby na bardziej próchniczą, chłonną, po której woda nie będzie spływała. Co najciekawsze wszystkie te eksperymenty kosztują mnie co prawda trochę czasu i wysiłku, ale kosztują niewiele w aspekcie finansowym, co również ma znaczenie przy mnogości ogrodowych wydatków.

Reklamy

18 thoughts on “Użyźniamy, czyli co nieco o ogrodowych zmaganiach z glebą

  1. werxwer 5 sierpnia 2015 / 12:35

    Bardzo pożyteczny post! U mnie gleba również pozostawia wiele do życzenia, ale mam odwrotny problem – jest bardzo ciężka i zbita, więc wiosenne przekopywanie to byłby koszmar Nie da się w nią wbić szpadla. Nawet żeby wsadzić małego kwiatka, muszę używać wiertarki. No dobra, trochę przesadziłam z tą wiertarką, ale serio wszystkie prace ziemne są koszmarem,

    Pod twoim wpływem zaczęłam ściółkować skoszoną trawą (wolno to idzie) i jeszcze mam całą stertę przekompostowanej kory do wykorzystania. Rozprowadzę ją do końca roku, przez zimę będę pakowała bicepsy i może na wiosnę będę miała dość siły, by to przekopać.

    • elfickizakatek 5 sierpnia 2015 / 17:58

      Spróbuj 🙂 Każdy rodzaj materii organicznej rozluźnia strukturę ciężkiej gleby, więc będzie to z korzyścią dla ogrodu. Moja koleżanka ma w ogrodzie glinę, więc wiem, co to znaczy kopać taką ziemię i ile worków torfu trzeba kupić, żeby posadzić kilka sadzonek.
      Jeśli masz dostęp do kory albo innych odpadów pochodzących z drewna (zrębki, wióry z tartaku itp.), to gromadź je i kompostuj tak jak korę.
      A na marginesie nie wiem jak twoja gleba reaguje na wodę, ale w przypadku ciężkiej gliniastej gleby łatwiej jest kopać, jeśli wcześniej podlejesz ziemię i odczekasz, aż woda się wchłonie.
      A propos ściółkowania trawą, to idę do ogrodu, bo słyszę, że sąsiad włączył kosiarkę, więc będzie dostawa zieleninki do ściółkowania i kompostowania 😀

      • werxwer 5 sierpnia 2015 / 21:29

        Gleba w ogóle nie przyjmuje wody 😉
        Mam bardzo dużo zielonych odpadów, ale nigdy nie zawracałam sobie nimi głowy, tylko rzucałam na kupę i zapominałam o nich.
        Kory sama nie kompostowałam, tylko dostałam już gotową.
        Zacznę od trawy i kory, a następne levele zostawię chyba na następny rok 😉

      • elfickizakatek 5 sierpnia 2015 / 23:07

        Jeśli gleba faktycznie nie przyjmuje wody, to może pomyśl nad zakupem piasku, najlepiej drobniutkiego żwirku. Rozluźniłabyś nim glebę i poprawiła wchłanianie wody. Na dwóch zagonkach w ogrodzie, gdzie ziemia była najbardziej zbita wymieszałam trochę piasku (nadwyżka po remoncie), trochę torfu odkwaszonego i trochę kompostu. Wszystko wymieszałam i przegrabiłam z wierzchnią warstwą ziemi. Gleba w tym miejscu zmieniła się na plus i te zmiany widać gołym okiem. Nawet woda przestała po niej spływać.

      • werxwer 9 sierpnia 2015 / 17:17

        Piasek mam, wiem co robić, ale mi się nie chce 😀 Mam tyle metrów do przerobienia, że wymiękam w przedbiegach. Chyba, że krok po kroczku, ale nawet nie wiem gdzie zacząć 😉

      • elfickizakatek 10 sierpnia 2015 / 00:21

        Skąd ja to znam 🙂 Najtrudniej zacząć. Jeśli masz piasek, to masz już o jedną wymówkę mniej 😉

  2. Tamaryszek 9 września 2015 / 22:53

    Ciekawy artykuł, nie słyszałam o takim zastosowaniu borowiny. Tylko skąd ją zdobyć…
    Na razie rozkładam trawę skoszoną, no i mam 3 wielkie kompostowniki.

    • elfickizakatek 10 września 2015 / 00:30

      Popytaj w miejscach, gdzie wykonywane są zabiegi fizjoterapeutyczne, rehabilitacja itp. Tam często stosuje się borowinę do okładów lub kąpieli.
      Wiele uzdrowisk stosuje borowinę w ogromnych ilościach, a zużytą często odsprzedają do celów rolniczych, z tym, że odbiorcami są duże firmy. W moich okolicach wiele osób stosuje borowinę, chociaż nikt sam o tym nie mówi. Dopiero jak zaczęłam pytać, to okazało się, że ludzie znają temat. Taka tajna lokalna broń ogrodnicza 😉

  3. Agata 9 lutego 2016 / 08:58

    Witam 🙂 Ja mam tak jak WERXWER; gliniasta i ciężka ziemia (choć po latach pracy nad nią muszę przyznać, że jestem z niej coraz bardziej zadowolona) i myślałam, że przeczytałam już wszystko na temat polepszania gleby…a tu proszę; nie słyszałam o borowinie!
    Pzdr

    • elfickizakatek 9 lutego 2016 / 18:33

      Mnie też się wydawało, że wiem wszystko, ale jednak prawdą jest, że człowiek uczy się przez całe życie 🙂

  4. Pola 11 lutego 2016 / 22:32

    Bardzo ciekawe. Przyznam, że marzy mi się takie metodyczne podejście do ogródkowania i uprawiania warzywnika jakie reprezentujesz. Niestety same weekendy to za mało. Moje ściółkowanie to raczej „gaszenie pożaru” za pomocą doraźnie kupowanych worków kory (mało eko, wiem). Z drugiej jednak strony gdy pomyślę ile ton ściółki mogłabym mieć z moich hektarów lasu… Chyba po prostu trzeba zainwestować rębak. Chciałam zapytać o tę ściółkę pod borówkami – mieszasz rozdrobnione gałęzie z liśćmi i jak długo czekasz by zaczęły wyglądać na lekko przekompostowane? Używasz tego pod wszystkimi roślinami? Nie boisz się że to ma za dużo azotu i za mało innych składników? Mam sporo hortensji i takie rozwiązanie byłoby spoko na mojej rabacie hortensjowej…. Aha nie zgadzam się że na wiosnę gliniasta gleba jest lepsza podlana. U nas jest to zmora. Wody jest aż za dużo, bo ił zawarty w glinie jest jak gąbka. Szpadel waży 2x więcej przez tą wodę w glebie 😉

    • elfickizakatek 12 lutego 2016 / 20:10

      Pod samymi borówkami mam korę z drzew iglastych kupioną w sklepie. Na wiosnę dodatkowo podsypałam pod krzaczki siarczan azotu, bo akurat taki kwaśny nawóz miałam na stanie. Przy okazji trochę azotu uzupełniło ewentualne ubytki azotu powodowane przez procesy rozkładu kory i zrębków.
      Natomiast cały teren wokół borówek wysypałam świeżymi zrębkami drzew liściastych, głównie dlatego, że miałam tam straszny problem z chwastami. Gwiazdnica odrastała tam chwilę po pieleniu, wraz z nią cała masa innych chwastów. A że trafiły mi się zrębki bez liści, idealne do ściółkowania, to wysypałam cały teren i sporo innych zakamarków w ogrodzie. Dzięki temu nie miałam chwastów i mogłam chodzić suchą stopą, nawet po dużym deszczu. Względy estetyczne to efekt uboczny, ale mnie bardzo cieszył 🙂
      Przez lato zrębki częściowo się rozłożyły i zmniejszyły objętość, ale za to na podjeździe wylądowała sterta zrębków z iglaków. Przy nakładaniu ich na taczkę wybierałam kawałki gałązek bez igieł. Uzbierałam sporą stertę i uzupełniłam nimi ubytki między borówkami. W tym roku pod borówki podsypię jeszcze przekompostowane igły i drobne gałązki z dna pryzmy ze zrębkami.
      Moje działania są dość intuicyjne, chociaż oparte na zdobytej wiedzy. To co czytam próbuję przełożyć na dostępne dla mnie materiały. Są miejsca w Polsce, gdzie łatwo dostępny jako materia organiczna jest miał z węgla brunatnego, na południu kraju łatwo kupić za grosze wywrotkę mączki bazaltowej, która u mnie jest trudna do zdobycia i generalnie droga (transport przez całą Polskę kosztuje). U mnie natomiast da się zorganizować np. borowinę, o którą trudno w większości kraju i która zastępuje mi np. mączkę bazaltową.
      P.S. porządny rębak, który zmieli Twoje tony lasów kosztuje pewnie masę pieniędzy. Może lepiej byłoby poszukać firm zajmujących się wycinką np. w pasach drogowych czy okolicznych parkach i poprosić ich o rozprawienie się z gałęziami? Pewnie będzie to kosztowało znacznie mniej, niż najprostszy amatorski rębak.

  5. Pola 11 lutego 2016 / 22:37

    ps. Jak patrze na Twoją glebę, to myślę że idealnie byłoby ją wymieszać z moją 🙂 Heheheh może powinnyśmy spróbować? Ja mam taką glinę, że mogę sobie z niej lepić. Jest dosyć żyzna, ale na maksa ciężka. Troszkę takiego pyłku piaszczystego by jej dobrze zrobiło.

    • elfickizakatek 12 lutego 2016 / 19:46

      To co, na Gardenię bierzemy ze sobą po walizce pełnej ziemi z ogrodu i robimy wymiankę? 😉

  6. A. 12 kwietnia 2017 / 12:17

    Jestem bardzo ciekawa jak się udał eksperyment kompostowania zrębków z drzew iglastych. Mam wielką stertę gałęzi i igieł sosnowych. Czy warto to przepuścić przez rozdrabniarkę i zacząć kompostować? Ile czasu taka pryzma będzie się rozkładała?

    • elfickizakatek 12 kwietnia 2017 / 22:15

      W tym roku nie zaglądałam jeszcze głębiej do pryzmy, ale to co widać na oko, to zdecydowanie powolniejszy rozkład igieł, w stosunku do zrębków liściastych. Igły brązowieją, powstaje tam trochę materii organicznej, ale igły nadal są. Tam, gdzie podsypałam igły pod krzaczki też widać igły, chociaż zmieniają one swój wygląd.
      Mnie nie zależy na czasie, więc pryzma leży i powoli się rozkłada. Co jakiś czas ubieram z niej wiadro czy dwa do podsypania roślin czy nawet do zmieszania z glebą na dnie dołków pod rośliny kwasolubne.

      • A. 13 kwietnia 2017 / 08:34

        Dziękuję za odpowiedź. Chyba zdecyduję się na taką iglastą pryzmę kompostową, zwłaszcza że mi też na czasie nie zależy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s