Przegapiona wiosna i lato (prawie) bez lata.

Dawno nie pisałam. Nie dlatego, że porzuciłam bloga, lecz dlatego, że… pisałam. Niestety nie dla przyjemności, lecz z konieczności. Praca dyplomowa sama się nie napisze, niestety. Wydawałoby się, że w lipcu, kiedy już odetchnęłam po obronie będę miała czas na blogowanie. W praktyce utknęłam w ogrodowych zaległościach. W końcu miałam trochę czasu na dopilnowanie tego i owego. Nawet nie zauważyłam kiedy minęła połowa wakacji.

Słoneczny widok - na przekór deszczom
Słoneczny widok – na przekór deszczom

Ten sezon w ogrodzie jest bardzo trudny. Zima była łagodna, więc wyjątkowo dużo patogenów i szkodników przetrwało mrozy i ze zdwojoną siłą zaczęły działać. Wiosna nie była szczególnie piękna, ale jakoś dawała radę. Przełom wiosny i lata był dość suchy, ale pogodny i wydawałoby się, że był idealnym wstępem do gorącego, pogodnego lata. Jak bardzo źle mi się wydawało mogę obserwować od pierwszych dni kalendarzowego lata. Jest zimno i pochmurno. Prawdziwie słoneczne dni mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Królem tego lata okazał się deszcz, który pada, pada i pada. Na dobicie już dwukrotnie przez ogród przetoczyły się całodniowe nawałnice, podczas których okazywało się, że tysiąc litrowy zbiornik na deszczówkę, to ledwie zbiorniczek przy tych opadach. W tym wszystkim zaczęłam doceniać swoją lichą, piaszczystą glebę. Przy tej ilości opadów w gliniastej glebie rośliny prawdopodobnie zaczęłyby gnić. A tak nadwyżki wody spływają swobodnie, mnie natomiast zostaje tylko uzupełnianie wypłukanych składników pokarmowych gnojówkami.

warzywa

Nawet teraz, kiedy to piszę, słyszę trwającą burzę, a w prognozach zapowiadają wkrótce ochłodzenie do kilkunastu stopni Celsjusza. W tym momencie zaczynam się zastanawiać, czy i kiedy było jakiekolwiek ocieplenie. Nad morzem temperatura oscyluje ostatnio wokół 20 st. C w cieniu. W słońcu jest lepiej. Ranki i wieczory rzadko bywają naprawdę ciepłe. W tej sytuacji zazdroszczę tym, którzy narzekają na upały. Przynajmniej słońce osusza im to zgniłe od deszczu powietrze.

pomidor z szarą pl
Jedno z gron porażonych szarą pleśnią.

Te wszystkie anomalie pogodowe wpływają na tegoroczne uprawy. Wszędzie szaleją choróbska, które uwielbiają dużą wilgotność powietrza. Dobrze czuje się mączniak, zaraza ziemniaczana czy szara pleśń. Doświadczyłam już wszystkich z nich. Mączniak upodobał sobie nagietki, które mimo, że są ozdobą ogrodu sukcesywnie wyrywam, by pozbyć się zarodników mączniaka. Groszek też już ma oznaki mączniaka. Ziemniaki sąsiadów już od połowy lipca wyglądają jak wielki zagon suchych, zapomnianych badyli. Dla mnie początki problemów z ich ziemniakami, to sygnał, że zbliża się ostatni moment na opryskanie pomidorów i ogórków. Niestety w kwestii zarazy ziemniaczanej nie odważyłam się zrezygnować z oprysku środkiem systemicznym. Głównie dlatego, że pomidory są dla mnie zbyt cenne, a suche badyle ziemniaków po sąsiedzku tkwią w ziemi do września i stanowią doskonałe źródło patogenów.

Szarej pleśni w tym roku nie doceniłam. Przez ostatnie dwa lata nie pojawiała się. W tym roku zaczęło się od kilku uschniętych gron. W sumie nie wiedziałam czy to objaw choroby, czy po prostu pogoda źle wpłynęła na wiązanie gron. Nie minęło kilka kolejnych dni, a ja znalazłam zainfekowany owoc, potem kolejny, a w całej szklarni było już kilkanaście porażonych kwiatostanów, z których owoców już nie będzie 😦 Trzeba było szybko zadziałać i pryskać. O ironio, rok temu pryskałam kwiatostany roztworem borasolu, by pomidory lepiej wiązały owoce. W tym roku, już po fakcie doczytałam, że bor chroni kwiatostany i zawiązki przed szarą pleśnią. No cóż, przynajmniej zapamiętam tę naukę na przyszłość i przez cały sezon będę opryskiwała zapobiegawczo kwiatostany pomidorów.

Gdyby nie konieczność walki z atakami patogenów mogłabym się skupić głównie na kontemplowaniu dorodnych owoców 🙂

pomidory4

pomidory3

pomidory2

pomidory1

pomidory

jodyna
Jodyna – podobno paruje niszcząc patogeny w powietrzu. Z pewnością nie zaszkodzi, a może pomoże.

W tym roku oprócz jednego chemicznego oprysku, na części pomidorów zrobiłam kolejny – resztki środka wypryskałam na pomidory, które zaczęła atakować szara pleśń. Teraz pryskam już tylko nieszkodliwymi środkami. Co jakiś czas, szczególnie to, co w gruncie, opryskuję siarczanem magnezu, ponieważ magnez przy tej ilości wody źle się wchłania z gleby, dodatkowo jest wypłukiwany przez deszcz. Poza tym pomidory i ogórki podlewam lub opryskuję nawozem z wapniem. To też ważny składnik, którego niedobory objawiają się suchą zgnilizną wierzchołkową.

Na wszystko począwszy od mszycy, a skończywszy na profilaktyce chorób grzybowych wykonuję oprysk preparatem tymiankowym (tzw. herbatką tymiankową HT). Ci, którzy czytują fora ogrodnicze wiedzą co to za specyfik. Jego działanie opiera się na tymolu.

Parę dni temu zaczęłam opryski preparatem na bazie jodyny. O jodynie sporo słyszałam a raczej widziałam z racji bariery językowej) na vlogu pewnej Rosjanki, która buteleczki z jodyną (w jej przypadku płynem lugola) rozwieszała w szklarni. Robiła też opryski miksturą na bazie jodyny. Znajomy wypróbował jej metody i bardzo sobie chwalił ich skuteczność. Ja na naszych rodzimych forach znalazłam przepis na preparat opracowany przez mistrza takich mikstur – nieocenionego pomodoro 🙂 Pewnie po tym sezonie będę mogła ocenić ten sposób ochrony pomidorów czy ogórków. Mam nadzieję, że mimo fatalnej pogody uda mi się utrzymać rośliny w dobrej kondycji do końca sezonu. Póki co i tak jestem w dobrej sytuacji. Moje pomidory są zielone i ładnie owocują. U wielu znajomych zaraza i szara pleśń wykańczają całe krzaki pomidorów, mimo, że sezon na zbiory dopiero się rozkręca.

Pomidory zdecydowanie narzekają na pogodę i brak słońca, co opóźnia dojrzewanie owoców. Za to pogodę docenia żurawina, która uwielbia dużą ilość wilgoci w glebie, lubi też być okresowo zalewana. W tym sezonie zbiornik na wodę nie jeden raz przepełnił się tak, że nadwyżka wody przelewała się górą zalewając żurawinę. Efektem są pierwsze piękne owoce, które powoli się wybarwiają, a przy tym rosną coraz większe. Być może z tego jedynego krzaczka zbiorę żurawinę na jakiś mały słoiczek konfitury 😀

W lipcu owoce były jeszcze małe. Teraz są dorodniejsze.
W lipcu owoce były jeszcze małe. Teraz są dorodniejsze.
cukinia
Atena Polka – najplenniejsza z odmian cukinii.

Plusem deszczu jest to, że nie muszę podlewać skrzyń na dynie i cukinie. Dynie ciągle rosną i puszczają nowe pędy, za to cukinie to już od dawna dorodne krzaczki, które obdarowują nas sporą ilością plonów. nawet rabarbar dopisał. Zrobiliśmy z niego kilkanaście słoiczków dżemu 🙂

jabłoń
Gałęzie do ziemi, a korona zdecydowanie do redukcji.

Jabłka również cieszą się z deszczu. Obrodziły w duże owoce. Powoli kończymy zbiory papierówek i lipcówek. Z w sumie trzech drzewek zrobiliśmy zapas dżemów, najedliśmy się do syta, a i tak całe wiadra owoców rozdawaliśmy rodzinie i znajomym. Jesienne zbiory jabłek zapowiadają się równie imponująco. Ścięta rok temu radykalnie jabłoń zregenerowała się po obniżeniu korony i w tym roku obsypała się owocami. Gałęzie oblepione jabłkami wiszą do samej ziemi. opierając się o zagonki z buraczkami i marchwią. Są tak ciężkie, że nie sposób je unieść i podeprzeć w jakikolwiek sposób. No cóż, na przyszłą wiosnę i tak planowałam skrócić najdłuższe gałęzie i zmniejszyć koronę drzewa. Póki co zafundowałam jej cięcie letnie, z którego uzbierałam dwie taczki „wilków”. Za to pod drzewem od razu zrobiło się jaśniej i nawet dociera tam trochę słońca 🙂

grusza1
Parch i brunatna zgnilizna drzew pestkowych do spółki na jednej gruszy.

Niestety grusza nie doceniła tego, że wody ma pod dostatkiem. Co roku jest chorowita, wiec w tym roku uznałam, że na brunatną zgniliznę drzew pestkowych opryskam ją topsinem. Dzięki temu pozbyłabym się patogenów i za rok mam nadzieję, obyłoby się bez chemii ciężkiego kalibru. Niestety pogoda jest na tyle zła, że grusza po oprysku nadal choruje. Obrywam z niej kolejne porażone owoce. W tej sytuacji pozostaje mi zrobienie wiadra preparatu na bazie jodyny i opryskanie nim również drzewek owocowych. Podobno nie ma patogenów odpornych na jod. Zobaczymy 🙂

sałata3
Sadzonki odmian: flame, australische gele, bronze beauty, evridiki, devil’s ear, dębolistnej i wschodzącej dopiero little gem

Po tych wszystkich narzekaniach na tegoroczne lato, chciałabym na moment wrócić do wiosny. Co prawda wiosna przeciekła mi przez palce i nawet nie nacieszyłam się nią tak, jak należy, za to obfitowała w sałaty. I tym królowym wiosny nie da się nie poświęcić paru słów i kilku zdjęć. W tym roku oprócz sałat, które goszczą u nas co roku, pojawiło się kilka nowych odmian. Dostałam je od Dominiki z Forum Ogrodniczego (Dziękuję 🙂 ), wysiałam i… cieszyłam oczy widokiem odmian, które zaskoczyły mnie nie tylko smakiem, ale też wyglądem. Moja rodzina również podzielała zachwyt. Nadwyżki sadzonek rozdałam kilkorgu znajomych, którzy nie mogli się zdecydować czy mają je zjeść, czy tylko ozdabiać nimi ogród 🙂 Na dokładkę nabyłam nasiona sałaty rzymskiej little gem, która okazała się najpyszniejszą sałatą rzymską, jakiej próbowałam. Ta sałata też zostaje u mnie na dłużej. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zostawiła kilku sałat na nasiona. Baldachimy już zakwitają, więc będzie co wysyłać na akcję wymiany nasion 🙂

sałata2
Australische gele, devil’s ear o długich liściach i przypominająca dębolistną odmiana bronze beauty
sałata1
Z lewej nowe odmiany, z prawej mniejsze rozetki mojej czerwonej dębolistnej, a gratis elfickie klapki, które wtargnęły w kadr 😉
sałata5
Bronze beauty
sałata4
Sałaty w skrzyni na dynie.

Tym zielonym akcentem kończę powrót na łono bloga i obiecuję częściej zdawać relację z pola ogrodowej walki, w tym roku toczonej głównie z niesprzyjającą pogodą 🙂

 

 

Reklamy

7 thoughts on “Przegapiona wiosna i lato (prawie) bez lata.

  1. mdprojektogrod 7 sierpnia 2016 / 10:53

    Widzę, że w tym roku wszyscy mają problemy z pomidorami. Łącze się w bólu :/

    • elfickizakatek 7 sierpnia 2016 / 12:12

      To wina pogody. Pomidory lubią słońce i ciepełko. Źle im kiedy jest zimno i deszczowo.

  2. Łukasz 14 sierpnia 2016 / 22:57

    Anomalii pogodowych będzie więcej.
    Też muszę się zabrać za pracę dyplomową, za rok egzamin.

    • elfickizakatek 14 sierpnia 2016 / 23:52

      Niestety. Loteria pogodowa rozkręca się na dobre (a raczej na złe).

  3. Tamaryszek 28 września 2016 / 22:52

    Mimo opisywanych problemów Twoje uprawy wyglądają wspaniale! U mnie całe lato susza potworna, deszczu prawie nie ma. Pomidorów nie pryskałam niczym, udały się. Za to rośliny ozdobne przesychają, a wody w strumyku nie ma…

  4. Tom Bombadil 28 grudnia 2016 / 20:00

    Pozwolę sobie zapytać w najnowszym wątku jak wygląda pH ziemi w tworzeniu „grządek na gałęziach” tzn. czy nie jest ziemia zakwaszona? W jednym filmie widziałem jak ktoś kładł kartony kolorowe z farbą drukarską (ołowianą) czy to ma sens? Ja pod moimi roślinami (winogronami, ostrężynami) rzucałem liście i rozdrobnione gałęzie było to idealne miejsce dla ślimaków bezdomnych, czy ściółkowanie tego problemu nie pomnaża? A teraz w zimie to miło popatrzeć na zdjęcia kolorowego ogródka.

    • elfickizakatek 28 grudnia 2016 / 22:23

      Ph nie powinno być nadmiernie kwaśne. W końcu bazą są gałęzie drzew liściastych. Farb ołowianych już raczej się nie stosuje, więc o odrobinę druku nie ma co się martwić. Ja akurat używam kartonów bez nadruków i oczyszczonych z resztek taśmy, jeśli takie się zdarzą. Ślimaki to jednak znajdą każde miejsce, gdzie jest nieco wilgotniej i tam się zabunkrują. U mnie królują w kompostowniku, ale w skrzyniach też się trafiają. Po prostu je wyławiam z tej miejscówki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s