Deszczowy lipiec

Lipiec nie rozpieszcza nas pogodą. Zamiast upalnego, słonecznego lata, mamy dużo chmur, deszczu i temperatury przypominające późną wiosnę, a nie pełnię sezonu. O ciepłych wieczorach mogę sobie pomarzyć. Zdarzyło się ich kilka. Dosłownie kilka. Reszta wieczorów była raczej jesienna. Na plażę udało mi się wybrać tylko raz. Okazało się, że woda jest niewiele chłodniejsza, niż temperatura powietrza. Tyle dobrego, że można było się wykąpać. W tym roku szok termiczny nad Bałtykiem nikomu nie grozi, przynajmniej na razie, bo ciągle jeszcze mam nadzieję, że za dzień, dwa, za tydzień, ale zacznie się prawdziwe upalne lato i jeszcze będę miała okazję ponarzekać na żar lejący się z nieba.

Co, jak co ale zieleń dzięki deszczom jest wyjątkowo bujna.

Póki co jednak pozostaje łapać pojedyncze ciepłe chwile. Po deszczu padającym czasem kilka godzin bez przerwy, słońce cieszy bardziej, mimo że ciepłe momenty często skutecznie ochładza silny, zimny wiatr. No cóż, idealnie nie jest, ale wczoraj trawnik udało się skosić 🙂 To sukces, bo bywa, że trawa woła o strzyżenie, ale koszenie mokrej trawy to trudna sztuka i niebezpieczna, jeśli ktoś ma tak jak ja kosiarkę elektryczną. Jedyny plus jest taki, że trawa jest soczyście zielona (i regularnie niszczona stojącą na trawniku trampoliną). Chyba nigdy w pełni sezonu nie miałam tak zielonej trawy, która rośnie jak szalona.

Deszcz, deszcz, deszcz…

Jest jeszcze jeden plus ciągłych deszczy – zbiornik na deszczówkę jest wypełniony po brzegi mimo, że regularnie czerpiemy z niego wodę do podlewania szklarni i jest to jedyne w tej chwili źródło wody w szklarni. Jednorazowo do podlania połowy szklarni zużywam około 300 litrów wody. Niby dużo, ale po każdym większym deszczu zbiornik znowu  jest wypełniony po brzegi, a woda przelewa się z niego górą. Po wejściu w życie nowego prawa wodnego, które przełoży się zapewne na podwyżki cen wody, taki pełny po brzeg zbiornik na deszczówkę będzie wybawieniem dla kieszeni 😉

Beczki przepełnione wodą.

Z deszczowej pogody cieszą się ślimaki. Nie pamiętam czy i kiedy miałam w ogrodzie taką plagę pomrowów, śliników i innych paskud zjadających plony. Szczególnie upodobały sobie dynie, zjadając kilka młodych sadzonek (resztę ratowałam nakrywając 5-litrowymi butelkami z odciętym dnem), rosnące wokół dyni ostropesty i pietruszkę. Wyobraźcie sobie, że dwa razy wysiewaliśmy pietruszkę i ocalałe siewki mogę policzyć na palcach jednej ręki. Tak, jak nie lubię sypać chemicznych preparatów na ślimaki, obawiając się, że zatrują przy okazji jakieś pożyteczne żyjątko, tak w tym roku bez takich wynalazków się nie da. Zbieranie, zbieraniem, ale kiedy ślimaki pod osłoną nocy wcinają kolejny zagonek pietruchy, przestaję mieć dla nich litość. A może powinnam? Jedyne, co mnie powstrzymuje przed zasypaniem ogrodu niebieskimi granulkami, jest znaleziony przypadkiem winniczek. To drugi raz, kiedy znajduję winniczka w ogrodzie. A może to ten sam? W końcu winniczki żyją kilka lat, a na dodatek to najpożyteczniejsze ze ślimaków.

Winniczek

Myślicie, że lato jeszcze do nas przyjdzie? Zerkam czasem na prognozy i mam wrażenie, że w centralnej czy południowej Polsce jest przynajmniej ciepło, więc wszystko rośnie. A nad morzem w tym roku wyjątkowo powoli pojawiają się plony. Dzisiaj Szkodnik, czyli mój siostrzeniec zjadł pierwszego ogórka. Pierwsze cukinie i ich kwiaty zostały pożarte przez ślimaki, ale wygląda na to, że za dwa, trzy dni zjemy pierwsze plony. Tyle dobrego 😀

Cukinia
Reklamy

One thought on “Deszczowy lipiec

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s