Gardenia i Forum Promotorów Ogrodnictwa

Przełom lutego i marca, to tradycyjnie termin największych targów ogrodnictwa i architektury krajobrazu. Poznańska Gardenia to od dawna klasyka gatunku. Wypada tuż przed rozpoczęciem sezonu ogrodniczego a w środku sezonu kwitnięcia oczarów i ciemierników (co dobitnie widać na stoiskach szkółkarzy). W tym roku jednak, wbrew często głoszonemu hasłu, że wiosna zaczyna się podczas Gardenii, zima postanowiła dać o sobie znać i Poznań przywitał nas siarczystym mrozem. Na szczęście w halach wystawowych było ciepło 🙂

Tegoroczna Gardenia pod znakiem ptaków i owadów latających

Te targi były nieco inne od dotychczasowych. Stoisk było jakby mniej, nawet Agrecol znany z budowy w pawilonie 5 ogromnego stoiska na wzór statku kosmicznego, rażącego bielą i reflektorkami, w tym roku postawił na większy umiar (moje oczy odetchnęły z ulgą) i postawił mniejsze, bardziej kameralne stoisko. Niedaleko, jak zawsze wystawiał się Kronen. Stoisko Kronena nie bez powodu było głównym punktem orientacyjnym na targowej mapie. Po pierwsze mieli na nim dobrą kawę, po drugie dobrą atmosferę. Wielu wystawców mogłoby się od nich uczyć robienia targowego pijaru.

Kawowy punkt obowiązkowy 🙂
Nowości od Legutko, które zgodnie uznane zostały za instafriendly 🙂

W hali 3A, tej która co roku przykuwała sporą część mojej uwagi, tym razem było spokojniej. Nie wiem dlaczego, ale niewiele rzeczy mnie tam zachwyciło. Chyba tylko pachnące kwiaty u Byczkowskich. Na moje niewprawne oko była to kalina. Jej zapach zatrzymał mnie na dłużej na stoisku. Na kolejnym stoisku zatrzymała mnie pyszna nalewka, hihi 😉  Reszta hali wydawała się pogrążona w półśnie, podobnie jak ludzie przechadzający się spokojnie pomiędzy stoiskami. Ostatniego dnia targów zorientowałam się, że idąc do dalszych hal, prawdopodobnie kilka razy przechodziłam obok Agnieszki z Ogród Mówi. Aga obok iglaków, miała na swoim stoisku sporo ciekawych roślin zimozielonych. Zaopatrzyłam się u niej w serococcę (skusił mnie zapach kwiatów) i choisję. Obie rośliny zimozielone i obie liściaste. A do tego o pięknym zapachu 🙂

Kalina, która urzekała zapachem.

 

Leniwa atmosfera w hali nr 3a i nawiązująca do niej huśtawka 😉

Ale to nie stoiska wystawców były głównym celem mojego udziału w targach. Celem było Forum Promotorów Ogrodnictwa, czyli projekt, którego siłą napędową była ekipa Miejskiego Ogrodnika. W ramach FPO w czwartek odbywały się warsztaty dla bloerów, vlogerów i innych influencerów tworzących w obrębie zielonej, ogrodniczej tematyki. W piątek odbył się panel dyskusyjny, którego uczestnikami byli blogerzy, przedsiębiorcy z branży ogrodniczej oraz szeroko pojęte grono promotorów z red. naczelną „Lidera Biznesu – Ogrodniczego Magazynu Branżowego” Iloną Rosiak na czele. Dyskusja okazała się bardzo interesująca. Okazuje się, że wszystkim nam zależy na jednym – na tym, by ogrodnictwo, jako pasja rozwijało się i by zarażało się nim jak najwięcej osób. Niektóre firmy zauważają, że nie samą produkcją i sprzedażą człowiek żyje i że czasem warto posłuchać opinii konsumentów czy blogerów, dzięki czemu konsumenci zyskują produkty, których szukają, a firmy mogą liczyć na lepszą sprzedaż i wiernych klientów.

Panel dyskusyjny z przedstawicielami firm Legutko, Kwazar, Projekt Centrum Ogrodnicze, red. Iloną Rosiak oraz blogerkami Agnieszką i Anią.

Trzeci dzień targów, to tradycyjnie dzień dla szerokiej publiczności. A skoro targi wypełniły się ludźmi, to FPO postanowiło zorganizować najlepszą imprezę na targach, czyli Kreatywne Party na Gardenii. Muszę przyznać, że sobotnie party było prawdziwym hitem Gardenii. Przez cały dzień wokół kosmicznych namiotów ustawionych przez Freedoms, kręciły się tłumy ludzi zainteresowanych warsztatami i prelekcjami. Blogerskie party tętniło życiem 🙂

Szklarnia freedomes. Jedyna taka w kształcenie kopuły.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam program tego dnia stworzony przez organizatorów, miałam wrażenie, że powinnam być jednocześnie we wszystkich miejscach i uczestniczyć we wszystkich warsztatach. Niestety tak się nie dało, więc najpierw pobiegłam na prelekcję Kasi Bellingham o bioróżnorodności w miejskim ogrodzie (czyli takim, jak mój). Później zerknęłam na warsztaty Ani i Agi „Krwawa Mary od nasionka, czyli miejska uprawa pomidorów”. Koleżanki, które były ze mną na targach stanowczo uznały, że popełniłam błąd nie zapisując ich na te warsztaty. No cóż, może następnym razem dziewczyny 🙂 Zapisałam się za to, na warsztaty prowadzone przez Joannę Mrowińską „Zaopiekuj się pszczołą”. Podczas warsztatów budowaliśmy domki dla pszczół, a chętni od razu mogli dostać przyszłych lokatorów, czyli pudełeczko z kokonami murarek. Bez obaw, pszczoły nie latają póki co po moim własnym domu. Zamieszkały w lodówce, gdzie w chłodzie czekają na wiosnę, tę astronomiczną i pogodową. Dopiero wówczas wystawię je na zewnątrz, by się wybudziły i wydostały z kokonów. Mam nadzieję, że murarki się u mnie zadomowią, bo owadów zapylających nigdy dość.

Warsztaty prowadzone przez Joannę Mrowińską z Oazy Zieleni.
Warsztaty „Krwawa Mary od nasionka. Miejska uprawa pomidorów”.

Oprócz wspomnianych warsztatów odbyły się również warsztaty Ogrodnika Tomka, podczas których powstały piękne żywe obrazy z sukulentów. Podczas warsztatów z Joanną Gałązką chętni mogli spróbować kwiatów jadalnych oraz maleńkich żeńskich szyszek sosny oblanych czekoladą. Ciekawe doświadczenie. Mimo, że w warsztatach nie uczestniczyłam, to miałam okazję spróbować szyszek. Wrażenia smakowe bezcenne 🙂

Warsztaty Ogrodnika Tomka.
Obraz z rojników

Paweł Szymaniuk urządzał wspólnie z uczestnikami zielony parapet, a ekipa Ogród Leczy wypełniła namiot zapachami i smakami podczas warsztatów z hortiterapii.

Po raz kolejny mam wrażenie, że targi, mimo, że trwają trzy dni, i że przez te trzy dni intensywnie w nich uczestniczyłam, powinny trwać dłużej. Zbyt wiele wydarzeń dzieje się przez te dni równolegle. Tego samego dnia odbywały się warsztaty u Wery czy u Dara, w których brałam udział oraz Seminarium Miejskiej Sztuki Ogrodowej, w którym również chciałam wziąć udział. Podczas gdy Kasia Bellingham prowadziła swoją prelekcję, nieco dalej, w tym samym pawilonie trwał wykład o cięciach drzew, a w namiocie FPO trwały warsztaty Offgrodniczki z kwiatów jadalnych. Bycie dobrym logistykiem i jeszcze lepszym sprinterem, to zbyt mało, żeby uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach. Trzeba się rozdwoić, inaczej nie da rady, szczególnie kiedy chciałoby się jeszcze przejść przez wszystkie hale i wyłowić jakieś ciekawostki i inspiracje 🙂

A na koniec spacer pszczelim tropem. Takie pszczele inspiracje znalazłam na tegorocznych targach.

Pszczele stoisko u Barcikowskich.
Pszczele stoisko u Barcikowskich.
Stoisko „Sprzyjamy pszczołom” w hali nr 6.
Tak, wiem że zdjęcie krzywe, ale domek dla owadów jest tak uroczy, że nie mogłam go nie pokazać.
Takie domki też były. Wersja najprostsza.
W tle pomysłowe, nowoczesne domki dla pszczół. Mnie się bardzo spodobały.
Kokony murarek od Joasi z Oazy Zieleni, które podróżowały ze mną pociągiem 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s