Zimno, coraz zimniej, czyli coraz późniejsza jesień w ogrodzie

Nie lubię zmiany czasu na zimowy. Ta zmiana to symboliczny koniec pewnego etapu, koniec pięknej jesieni i zapowiedź listopadowej szarugi wraz z pierwszymi przymrozkami. Ta „darowana”nam godzinka weekendu jest niczym wobec perspektywy krótkich dni, dodatkowo skróconych zamachem na wskazówki zegarków. W przyszłym tygodniu już nie wyjdę po pracy do ogrodu, chyba, że z latarką 😉

Czasu na ogród będzie więc jak na lekarstwo… Jedynym plusem długich wieczorów będzie czas na czytanie. W tym celu uzbroiłam się w kilka książek, które z racji końca sezonu ogrodniczego zostały mocno przecenione. Odkrywam też kolejne ciekawe blogi i zaczytuję w interesujących mnie tematach.

Dzisiaj jednak wykorzystałam czas na prace w ogrodzie. Mimo, że na dworze zimno, wiatr wieje, a powietrze jest przesycone wilgocią, to ubrałam się ciepło i wkroczyłam do akacji.

Na pierwszy plan poszły wrzosy. Sadziłam je już dwa razy i nigdy nie cieszyłam dłużej, niż przez jeden sezon. Po zimie marniały, nie odbijały, więc po pewnym czasie wyciągałam z ziemi uschnięte badylki.

wrzos Czytaj dalej

Siejemy, siejemy… (cz. 1)

Marzec to miesiąc siania wszystkiego, co długo wschodzi, powoli rośnie i co chcielibyśmy, by zakwitło jak najszybciej i cieszyło oczy jak najdłużej. W związku z tym od początku marca partiami kupuję nasiona i sieję to, co wymaga wysiania w lutym i marcu. Powoli parapety zapełniają się doniczkami, a niektóre doniczki są coraz bardziej zielone 🙂

Na pierwszy ogień poszły nasiona lawendy, heliotropu (stratyfikowane w lodówce, ale nie wiem czy i co z nich wyrośnie), aksamitki, rukoli i resztki nasion bazylii z poprzedniego roku. Bazylia już z pewnością nie wzejdzie, ale to żaden problem, bo mam już nowe nasiona i wkrótce będę miała bazyliową gęstwinę.

Ciekawostką jest dynia. Jej nasiona zebrałam z dyni kupionej jesienią w sklepie. Ponieważ nie wiedziałam czy cokolwiek z nich wyrośnie postanowiłam włożyć kilkanaście pestek do doniczki i sprawdzić czy i z jaką siłą wzejdą. Po ponad tygodniu coś tam zaczęło kiełkować, po dwóch miałam już parę małych kiełków z pierwszymi listkami, a dzisiaj mam już spore roślinki… zbyt spore, bo obawiam się, że wyrosną zbyt duże zanim będę mogła je wysadzić do ziemi. Dynie podobnie jak ogórki gruntowe są wrażliwe na przymrozki, więc jeszcze sporo czasu spędzą na jakimś chłodnym parapecie, by nie urosły zbyt szybko. Ewentualnie w kwietniu zrobię kolejne podejście do dyni i wysieję ją już we właściwym okresie.

Tak się prezentowała moja dyniowa doniczka na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni – pierwsze zdjęcie jest z 8 marca, drugie z 16 marca:

Obrazek Czytaj dalej