Sezon (nie tylko) ogórkowy

Wbrew stereotypom lato to nie tylko sezon ogórkowy, a przynajmniej nie w ogrodzie. W moim warzywniku trwa w najlepsze festiwal zbiorów. Były już wiadra pełne czereśni, była czarna porzeczka, cały czas objadamy się czerwoną porzeczką i agrestem. Sezon na same ogórki oraz pomidory dopiero się rozkręca, za to sezon na bób jest już w pełni.

Dla takiego wyjadacza zieleniny jak ja, jest to najwspanialszy czas nieograniczonego obżarstwa 🙂 Mogę się objadać do woli własnymi plonami prosto z ogrodu i chętnie korzystam z tej przyjemności. Czy wy też uważacie, że najwspanialej smakują pomidory czy porzeczki prosto z krzaczka? Dla mnie najwspanialszy podwieczorek, to spacer po ogrodzie i podjadanie tego i owego prosto z krzaczka czy drzewa.

Na szczęście chwasty spowolniły i pielenie nie absorbuje za nadto mojej uwagi. W paru miejscach nawet celowo pozwoliłam urosnąć pokrzywie, by mieć materiał na gnojówkę i zimny wywar do oprysków. Dla odmiany sporo czasu zajmuje mi zrywanie plonów i robienie przetworów, więc nie za zawsze jest leniwie i spokojnie, a w ostatnim czasie połączenie pracy, treningów, ogrodu i życia towarzyskiego to niezła ekwilibrystyka.

Co tu dużo pisać. Zapraszam na krótką wyprawę po moich ogrodowych smakach i zapachach 🙂

warzywnik1

Czytaj dalej

Reklamy

Leniwy lipiec

Nadszedł lipiec, a wraz z nim lato, upał i błogie lenistwo.

Wszystkie ambitne plany stawiania świata na głowie i rewolucji w ogrodzie roztopiły się w promieniach słońca, a ja wykorzystuję czas urlopu na relaks w ogrodzie. Co rano budzą mnie stada szpaków krążące po okolicy i szukające drzewa, które stałoby się ich restauracją. Żeby zapobiec oskubaniu mojej czereśni wstaję wcześnie, biorę pod pachę książkę, parzę herbatę i wychodzę do ogrodu.

Polubiłam te poranne, senne chwile, kiedy można przysiąść na fotelu, albo wdrapać się na dach budynku gospodarczego i siedzieć tam skubiąc czereśnie. Okolica powoli budzi się do życia, można niespiesznie zjeść śniadanie słuchając wszechobecnych wróbli i kosów, przejrzeć zaległe gazety i cieszyć się chwilą.

Nigdy nie sądziłam, że poranne wstawanie będzie mi sprawiało jakąkolwiek przyjemność. Zwykle byłam wściekła na świergot szpaków objadających czereśnię i próbowałam spać zakrywając uszy poduszką albo przeganiałam je stojąc w oknie i próbując cisnąć w nie cokolwiek, co nawinęło się pod rękę. Wygląda na to, że nawet typowa sowa uwielbiająca nocne przesiadywanie potrafi czasem zmienić poglądy i tryb życia, a nawet docenić letnie poranki 🙂

W ogrodzie również życie toczy się dość sennie. Dookoła pełno motyli, pszczół, trzmieli i oczywiście komarów atakujących wieczorami. Wszystko sobie rośnie, a ja z doskoku co nieco wypielę, skubnę, podleję tu i ówdzie, ale bez pośpiechu i napiętego grafiku, jaki narzucałam sobie całą wiosnę.

10

Czytaj dalej

Czerwcowy warzywnik

Ten wpis mam jestem sobie winna od dawna. Niestety, jak to zwykle bywa, im bardziej chciałabym coś napisać, tym mniej mam na to czasu. Albo pogoda jest tak ładna, że szkoda mi każdej chwili, którą mogłabym spędzić w ogrodzie, albo akurat wykorzystuję deszczowy dzień na przygotowania do wizyty znajomych, a weekend spędzam w ich towarzystwie.

Maj nas rozpieścił cudną pogodą, więc deszcz i chłodne dni w czerwcu rozczarowują. O ile chłód, szczególnie od kilku dni może psuć nastrój, to deszcz sprawia, że wszystko rośnie jak na drożdżach i wkrótce zacznie się prawdziwie letnia eksplozja owocowo-warzywna. Od początku czerwca owocują coraz śmielej truskawki i poziomki, ale w ostatnich dniach kolorów nabierają również porzeczki i agrest. Czereśnie również nabierają rumieńców. Dzisiaj zjadłam pierwsze, jeszcze nieco twarde i niezbyt słodkie owoce. O ile ja czekam na parę promieni słońca, które ogrzeje i osłodzi owoce, to ptakom posilającym się na czereśniowej stołówce nie przeszkadza, to że owoce nie zdążyły jeszcze dobrze dojrzeć i wyjadają co czerwieńsze czereśnie z najwyższych gałęzi.

01

Czytaj dalej