Majowe, kwiatowe, kolorowe

Dzisiaj będzie minimum słów. Obraz musi się sam obronić. W maju nie jest to trudne, ponieważ ogród kipi kolorami i kusi soczystą zielenią. Dzięki temu praca na zewnątrz to teraz prawdziwa przyjemność.

Ja tymczasem nie zagaduję, tylko zbieram energię do napisania kolejnego wpisu. Zbieram też wiedzę o wykorzystaniu zrębków w ogrodzie, ponieważ lada dzień zostanę nimi uszczęśliwiona. A to oznacza pracowity weekend spędzony na przewożeniu, pryzmowaniu i ściółkowaniu. O budowie podniesionej grządki permakulturowej nawet nie wspominam. Grafik się zapełnia w niesamowitym tempie.

kwiaty3 Czytaj dalej

Reklamy

Październik, czyli jesień w ogrodzie

Przed momentem skończyło się lato, a już mamy jesień w pełni. Na szczęście cały czas jest jeszcze całkiem ciepło i słonecznie. Wieczory i poranki witają chłodnym, rześkim powietrzem, ale w ciągu dnia jest jeszcze całkiem przyjemnie. Cieszy mnie to, bo przeskok z gorących urlopowych klimatów w zimną i ponurą jesień byłby bardziej dokuczliwy.

Skorzystałam zatem z ładnej pogody i zanim utonęłam w ogromie cebulek tulipanów wybrałam się na krótki spacer po ogrodzie z aparatem. Na pierwszy rzut oka ogród tonie już w liściach oraz spadających jabłkach. Na drugi rzut oka widać w nim jeszcze sporo warzyw i ostatnie jesienne kwiaty.

To, co mnie najbardziej zaskoczyło po powrocie z urlopu, to jedna malusieńka dynia. Pisałam już, że dynie i cukinie w tym roku głównie kwitły, a nie zawiązywały owoców. No to na koniec dynia postanowiła obronić swój honor i zaowocować 😉 Na dyniową wyżerkę nie liczę, ale miło, że doczekałam się takiego maleństwa wielkości niewielkiej cebuli.

mini dynia Czytaj dalej

Zielone szaleństwo

Do napisania tego tekstu zabierałam się długo, więc i wpis będzie długi, obrazujący ostatnie dwa tygodnie w ogrodzie. Weekendy, wyjazdy i święta sprawiły, że ciągle brakowało mi czasu na to, by usiąść i napisać o tym, co słychać w ogrodzie.

Zaległości sięgają kwietnia i początków prawdziwego rozkwitu w ogrodzie. Coraz cieplejsze i dłuższe dni sprawiły, że z dnia na dzień robiło się bardziej zielono. Pomiędzy tym zielonym szaleństwem rozkwitły drzewa owocowe. Niestety pod koniec kwietnia pojawiły się przygruntowe przymrozki, które sprawiły, że drżałam o to, by mróz nie zniszczył kwiatów, szczególnie czereśni. Na szczęście drzewa owocowe wyszły z przymrozków obronną ręką, w przeciwieństwie do ziemniaków, których część została dość mocno dotknięta przez przymrozek. Prawdopodobnie przeżyją to niemiłe doświadczenie, ale trochę czasu minie zanim odbiją na nowo. A tak się cieszyłam, że w tym roku wyjątkowo wcześnie będziemy mieć własne młode ziemniaki. Mam nadzieję, że te które przeżyły przymrozek nadrobią i sprawią, że jednak będę w czerwcu jadła własne ziemniaki. W końcu po to tylko je sadzimy, by zjeść je przez lato.

ogród - jabłoń

 

Czytaj dalej